Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Tak nie do końca może w temacie, ale obejrzałem wczoraj (w końcu :) ) Czas Mroku i film bardzo na czasie jeśli chodzi o sprawę Ukrainy. Wiele tłumaczy dlaczego UK, ale też Francja tak mocno popierają Ukrainę. Film mimo, że dotyczy IIWŚ świetnie pokazuje oś sporu czy dogadywać się ze zbrodniarzem czy z nim walczyć bez względu na koszty. Sam pod jego wpływem zmieniłem trochę zdanie i rzeczywiście uleganie dyktatorowi z Kremla może nie mieć żadnego sensu. Tam pada takie zdanie wygłoszone przez Churchilla, że Narody, które walczą i nawet przegrywają się podnoszą, a te które się poddają - poddają na zawsze. Nie wolno mieć pretensji do Ukraińców, że chcą walczyć i nie chcą oddać putlerowi nawet kawałka ziemi. A my jako Polacy też nie powinniśmy żyć w ciągłym strachu, że ten zbrodniarz z uśmiechem na gębie nas zaatakuje. Jak tak zrobi to mu odpowiemy we właściwy sposób... :flaga:

Edytowane przez hubio
Opublikowano (edytowane)
52 minuty temu, hubio napisał(a):

Sam pod jego wpływem zmieniłem trochę zdanie i rzeczywiście uleganie dyktatorowi z Kremla może nie mieć żadnego sensu.

Serio? Musiałeś oglądnąć jakiś film, żeby to zrozumieć? Obecna wojna i setki lat historii nie wystarczą?

 

Tak przy okazji z tego weekendu

 

 

Może to otrzeźwi nasze władze w końcu i spowoduje przyspieszenie prac nad wdrożeniem Cell Broadcast? SMS to oni sobie mogą wysyłać jak ludzie mają parasole na ogrodzie złożyć a nie w przypadku zagrożenia atakiem z powietrza.

Edytowane przez Kris194
Opublikowano
Cytat

 

Pożegnanie z Donbasem. Ukraina walczy, a i tak codziennie topnieje
 

Najpierw była nadzieja, potem zmęczenie. Teraz przyszła obojętność. Niebo huczy od dronów, powietrze tną pociski. A Ludmyła drepcze do sąsiadki. Przedwojennej rzeczywistości już nikt nie pamięta.

 

Tetiana pojawia się nagłe, znikąd. Blada niczym duch, przemyka przez furtkę w blaszanym płocie i oznajmia ochrypłym głosem.

 

- Proszę nie deptać tu ziemi!

 

Jest wczesne popołudnie. Żar leje się z nieba. Stoimy na podwórku w centrum Kramatorska. W nozdrza wrzyna się swąd spalenizny i paliwa rakietowego. Dookoła apokaliptyczna sceneria. Blok rozpruty od dachu do piwnicy. Sterty cegieł, wyrwane okna. Na kupie gruzu zdjęcia, książki, resztki czyjegoś życia.

Dwa tygodnie temu, w podobnie upalne popołudnie, Rosjanie zrzucili bombę lotniczą. Zginęło pięć osób. Ciała kolejnych czterech, w tym przyjaciela Tetiany, nigdy nie odnaleziono.

 

- Jego żona leżała o tu, na chodniku. Bez głowy. A on? Rozleciał się na miliony kawałków, wyparował, spłonął - mówi Tetiana.

 

W jednej chwili podwórko obróciło się w mogiłę. Gruzy wymieszały się z prochami sąsiadów. Ale ziemia, której Tetiana tak nie chce, żeby deptano, ma dla niej o wiele głębsze znaczenie.

 

W 2014 roku, po wszczętej przez Rosję separatystycznej rebelii, porzuciła wszystko w Doniecku. Sprowadziła się do Kramatorska, największego miasta w Donbasie, które wciąż kontrolowała Ukraina. Ale po 11 latach Rosja znowu stanęła u progu jej domu, gotowa dopiąć swego - okupować cały Donbas, nawet jeśli miałby się obrócić w cmentarzysko, jak to na podwórku Tetiany.

 

Żądanie Putina wypowiedziane ustami Donalda Trumpa, by Ukraina oddała resztki terytorium Donbasu w zamian za zamrożenie wojny, dla około 200 tysięcy mieszkańców regionu zabrzmiało absurdalnie.

 

- Ale jak to oddać? A co z nami? Gdzie mamy się podziać?

 

Kiedy opadł kurz po wielkiej polityce, stało się jasne to, co dla większości Ukraińców było oczywiste od początku: szybkiego pokoju nie będzie. Rosja właśnie ściąga wojska, a Ukraina szykuje się do decydującej bitwy o Donbas.

 

Według ukraińskiego wywiadu Rosja przed jesienną ofensywą przerzuciła do Donbasu najlepsze jednostki piechoty morskiej i wojsk powietrznodesantowych z obwodu sumskiego i chersońskiego. Wcześniej prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że na kierunku pokrowskim jest zgromadzonych 100 tysięcy rosyjskich żołnierzy.

Analitycy wojskowi przypuszczają, że w ciągu kilku tygodni Rosjanie zaatakują z wielką siłą.

 

Jednym z głównych celów ich ofensywy będzie Konstantynówka, zwana przez miejscowych Konstachą. To miasto położone niecałe 20 km od podwórka Tetiany jest bramą do ostatniej aglomeracji ukraińskiego Donbasu – Kramatorska, Słowiańska i Drużkiwki.

 

Te trzy położone obok siebie miasta od 2014 roku były wykorzystywane przez ukraińskie wojsko jako bazy militarne.

 

Jest to ostatnia linia obrony Donbasu, o którą tej zimy będą toczyć się krwawe walki.

 

- Widzimy, że Rosjanie się przygotowują, ściągają posiłki - mówi Jewhen, oficer. Jego 93 brygada "Chołodnyj Jar" od 2014 roku walczyła w najważniejszych bitwach w Donbasie. Po walkach o Bachmut i Soledar, broniła Czasiw Jaru. Po wycofaniu się stamtąd przyjęła obronę Konstachy od północy.

 

- Przez drony wojna zmieniła się diametralnie - mówi Jewhen.

 

Sztab batalionu piechoty, którym dowodzi, urządzono w piwnicy w pobliżu Konstachy. Na kilkunastu monitorach widać obraz transmitowany przez drony. Czterech oficerów bez przerwy odbiera szyfrowane wiadomości i przekazuje je dalej.

 

W ciągu trzech letnich miesięcy Rosjanie poczynili duże postępy, zbliżając się do Konstachy na 5-10 kilometrów.

 

- Zamiast iść frontalnym atakiem, jak w Bachmucie, dając się wciągnąć w trwające miesiącami walki uliczne, wzięli Konstachę w półpierścień - mówi Jewhen.

Od początku roku Rosjanie zaczęli stosować nową taktykę. 2-3 osobowe grupy szturmowe wyjeżdżały na motorach, rowerach, hulajnogach.

 

Wydawało się to zabawne, bo drony z łatwością doganiały większość szturmowców. Ale nie wszystkich. Ci, którym udawało się przeżyć, gromadzili się, przenikali na tyły i atakowali ukraińskie pozycje.

 

Szturmy odbywały się jednocześnie od wschodu, południa i zachodu, zamykając Konstachę w "worek", na którym pozostawało tylko zaciągnąć sznurek. Przełomowym momentem było przerzucenie "Rubikonu", najlepszego oddziału operatorów dronów w Rosji, na front między Konstachą a Pokrowskiem.

 

Ta jednostka jako pierwsza na froncie zaczęła masowo używać dronów na lince światłowodowej. "Rubikon" przyśpieszył wycofanie się ukraińskich oddziałów z obwodu kurskiego, ponieważ przejął kontrolę nad liniami logistycznymi.

 

Podobną taktykę Rosjanie zastosowali pod Konstachą. Życie piechoty zmieniło się w koszmar. Dojazd na pozycje stał się niemożliwy. Ewakuacja rannych również.

- Żołnierze muszą iść kilkanaście kilometrów, ryzykując, że zostaną zabici lub ranni. Dlatego na rotację czekają miesiącami - mówi Jewhen.

 

Wołodymyr, piechur batalionu "Alcatraz" złożonego z byłych skazańców, spędził na pozycjach trzy miesiące. W noc, kiedy miał wyjść na rotację, zaczął się ostrzał. Chowając się przed rosyjskim dronem, Wołodymyr stracił orientację. Przez dwa dni czołgał się po zaminowanym terenie szukając pozycji swojej brygady.

 

- Wszędzie były trupy. Nasze i ich. To było przerażające - opisuje.

 

Dmytro, inny żołnierz "Alcatraz" miał jeszcze mniej szczęścia. Przez pięć miesięcy nie udawało się ewakuować go z pozycji pod Konstachą. Cały ten czas Dmytro spędził w ziemiance, wychodząc tylko o zmierzchu, kiedy ciężkie ukraińskie drony dostarczały zapasy wody i jedzenia.

 

- Baliśmy się zdradzić pozycję. Gdyby Rosjanie dowiedzieli się, zacząłby się wściekły ostrzał ze wszystkiego - dronów, artylerii, bomb lotniczych. Biliby po nas tak długo, aż zabiliby wszystkich - mówi Dmytro.  

 

Pod ziemią spędził prawie pół roku. W tym czasie schudł o 20 kilogramów, popadł w atrofię.

 

Dmytro: - Nie wierzyłem, że wrócę żywy. Kiedy nas wyprowadzali, nie byłem w stanie iść. Trzy dni nam zajęło pokonanie 10 kilometrów do punktu ewakuacji, gdzie czekał samochód.

 

Konstantynówka umiera powoli. Już na samym wjeździe porzucone wzdłuż drogi spalone auta przypominają, że przebywanie w tym mieście jest loterią.

Podwórka od strony okupowanych Torecka i Czasiw Jaru, już dawno obróciły się w cmentarzyska. Mieszkańcy uciekli. Bloki stoją sczerniałe, wybebeszone, niczym ofiary śmiertelnej zarazy, która szerzy się coraz bliżej centrum Konstachy.

 

W centrum częściej spadają bomby lotnicze, ale na ulicach wciąż toczy się życie. Pociski tną powietrze ze świstem, niebo huczy od dronów. Jeden właśnie wlatuje przez okno mieszkania na dziewiątym piętrze. Bum. Czarny dym. Ale na dole nie ma paniki, a nawet pośpiechu. Mężczyzna jedzie na rowerze, babcia drepcze chodnikiem. Na dziedzińcu posieczonej odłamkami cerkwi, kręci się zakonnica.

 

Przed inwazją w Konstantynówce mieszkało prawie 70 tysięcy ludzi. Pozostało około sześć.

 

- Ludzie nie chcą wyjeżdżać, wciąż mają względne warunki do życia - mówi Jewhen Tkaczow, wolontariusz humanitarnej akcji "Proliska", która zajmuje się ewakuacją cywilów z przyfrontowych stref.

 

Strażacy zostali ewakuowani, zamknięto ostatni w mieście szpital. Ale sklepy spożywcze nadal działają. W niektórych dzielnicach Konstachy wciąż jest podawana woda i prąd, można złapać internet.

 

Jewhen: - W mieście wciąż pracuje lokalna służba komunalna. Rosjanie niszczą, oni naprawiają na bieżąco. Dziwne? Dziwnie to było patrzeć, jak koszą trawę pod ostrzałem. Inwazja trwa czwarty rok. Ludzie się pogodzili z losem. Lepsze są bomby latające nad głową, niż ponury los uchodźcy. Śmierć w Konstasze jest zagrożeniem hipotetycznym. Pocisk może trafić w twój dom. Albo w dom sąsiada. Za to tułaczka po centrach dla ewakuowanych, życie na łasce państwa i wolontariuszy (bo kogo stać na wynajem mieszkania?) - są pewniakiem.

 

Ewakuacyjny wóz już czeka, a 72-letnia Ludmyła zawodzi się płaczem. Miała domek niedaleko centralnego rynku i psa, szaro-burego kundelka na krótkich łapach. Dotrzymywał jej towarzystwa w piwnicy podczas najgorszych bombardowań. Ale w dzień włóczył się po opustoszałych ulicach Konstachy. Ludmyła się martwiła. Co, jak zostanie ranny?

 

- Szkoda psa. Oddałam go wolontariuszom - mówi.

 

Siebie Ludmyle szkoda nie było. Śmierci się nie bała. - Zabije, znaczy tak będzie. Przynajmniej we własnym domu - powtarzała. Jej plan - zostać do końca - nie zakładał, że dom może odejdzie szybciej niż ona.

 

Popołudniem wracała od sąsiadki. Zobaczyła kłęby kurzu. Był dom, zostały ściany. Sufit runął do salonu.

 

Nie miała wyjścia. Zadzwoniła do Jewhena. Teraz jego auto stoi zaparkowane pod kępą drzew, a on nerwowo patrzy w niebo. Nasłuchuje bzyczenia dronów. Niecierpliwi się, bo Ludmyła w popłochu chodzi wokół gruzów.

 

Szukają niepotrzebnych rzeczy. Całują święty obrazek. Starannie zamykają drzwi.

 

Robią wszystko, by przyciągnąć czas. Tyle wspomnień im zostanie po dawnym życiu.

 

Ludmyła ociera łzy i dumnie rzuca: Niech tylko się uspokoi, wrócę tu.

 

Jewhen kiwa głową, przytakuje, choć wie: Nigdy nie wróci. Podzieli smutny los tysięcy staruszków z Donbasu. Trafi do lepszego lub gorszego ośrodka gdzieś na zachodzie kraju i będzie gasnąć.

 

- Starych drzew się nie przesadza - mówi Jewhen.

 

Bomby i szaszłyki

 

Droga z Konstachy ciągnie się korytarzem siatek antydronowych niemal do samego Kramatorska. Front pełznie i rosyjskie drony już atakują Drużkiwkę oraz przedmieścia Kramatorska i Słowiańska. Dla miejscowych oznacza to jedno - niedługo zacznie się safari. W Kupiańsku, Chersoniu i wielu innych przyfrontowych miastach rosyjscy droniarze urządzają polowania na cywilów, niczym na zwierzyną łowną. Dla rozrywki i wprawy.

 

Na razie na ostatnie miasta wolnego Donbasu lecą rakiety, bomby, Shahedy. Codziennie z mapy znikają kolejne budynki. Na ich miejscach powstają kratery, kupy gruzu. Cmentarzyska. Ci, którzy przeżyli, oddychają z ulgą.

 

W Słowiańsku grupka przechodniów gapi się na wielką dziurę w ziemi. Poprzedniej nocy spadła tu rakieta balistyczna. Wybuch zdewastował hotel.

 

Kilka sekund później druga rakieta uderzyła tuż przy płocie Wołodymyra. Fala uderzeniowa wyrwała okna w położonych obok blokach, zniosła dach.

 

Piętrowy dom Wołodymyra złożył się niczym domek z kart. - Została tylko jedna ściana. Ta, pod którą stało nasze łóżko. Cud, że z żoną przeżyliśmy - mówi.

 

Wołodymyr nerwowo pali papierosa, brodzi wśród cegieł i gruzu. Wydaje się oszołomiony. - Najbardziej szkoda psa. Leży o tam, pod gruzami.

 

Pytam go, co dalej zamierza robić? Wzrusza ramionami: - Jestem zbyt chory, by walczyć. Zbyt biedny, by wyjechać. Zostaję.

 

Zła matematyka

 

Pod wieczór upał zelżał, a na plaży w Sławkurorcie, kompleksie słonych jezior w Słowiańsku, zrobiło się tłoczno. Rodziny z dziećmi, żołnierze, zakochane pary. Ktoś odpoczywa na leżaku, ktoś wygrzewa się na piasku. Z licznych knajpek dochodzi rzępolenie, powietrze pachnie szaszłykiem, a gdzieś w oddali słychać potężne wybuchy.

 

Miejscowi wierzą w cudowne właściwości tutejszej słonej wody. Życia nie przywróci, na oderwane kończyny też nie pomoże, ale artretyzm uleczy.

 

- Przyzwyczaili się do wojny - mówi Rostysław, 59-letni oficer jednej z brygad walczącej pod Konstachą.

 

Według Rostysława, kiedy zaczęła się inwazja, Ukraińcy przeżyli szok, ale mieli nadzieję. Potem nastąpił okres stagnacji i marazmu. Teraz przyszło przyzwyczajenie, zobojętnienie. Nikt już nie pamięta, jak wyglądało życie przed wojną. Rakiety w Słowiańsku są taką samą codziennością, jak w Kijowie albo Lwowie. - Intensywność jest inna, świadomość "bezwyjścia" taka sama - mówi Rostysław.

 

Jak większość ukraińskich wojskowych nie wierzył, że szczyty na Alasce czy w Waszyngtonie mogą doprowadzić do pokoju.

 

- Gdyby oddanie Rosji Donbasu zakończyło wojnę, zrobiłbym to bez wahania. Żadne z tych miast nie jest warte tysięcy istnień ukraińskich żołnierzy, których stracimy podczas obrony Donbasu. Ale oddanie terytorium nic nie da - mówi Rostysław.

 

Przed inwazją był w Donbasie tylko raz. Przejazdem. Większość życia spędził we Lwowie. Tam wychował syna, obecnie 23-letniego studenta politechniki. Jest nim trochę rozczarowany - nie poszedł w ślady ojca, nie zaciągnął się do wojska na ochotnika.

 

- Rosji nie chodzi o Donbas. Bijemy się tutaj, ale celem jest zniszczenie Ukrainy jako państwa - mówi Rostysław. - Pytanie, jak długo wytrzymamy? Front to wielkie cmentarzysko. Ale Rosji to nie przeszkadza. Ona może wysłać na śmierć 20 mln ludzi, bo takie ma mobilizacyjne zasoby. My, nawet jeśli sprowadzamy z zagranicy wszystkich uchylantów, uzbieramy może cztery miliony. Matematyka nie działa na naszą korzyść.

 

Tatiana Kolesnychenko, dziennikarka Wirtualnej Polski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

A ten się uderzył w głowę?.

 

Cytat

"Nie zgadzam się". Krzysztof Bosak w kontrze do antyukraińskich wypowiedzi polityków Konfederacji

— Nie mam pretensji do Ukrainy, że nie zestrzelili dronów lecących nad Polskę. Przypomnę, że byli zaatakowani z użyciem ponad 400 dronów i rakiet jednocześnie. Oczekiwanie, że państwo, które regularnie ma naloty, zestrzeli wszystko, kiedy mu brakuje tej obrony przeciwlotniczej, jest nierealistyczne — przekazał w programie "Rozmowa Piaseckiego" w TVN24 Krzysztof Bosak. Polityk odniósł się w ten sposób do teorii spiskowych, które głosili również politycy Konfederacji.

 

Wicemarszałek Sejmu wskazał, że "teorie spiskowe, które się pojawiły w Polsce, że Ukraina specjalnie przepuściła drony nad nasz kraj, żebyśmy coś oberwali, są nierealistyczne i zakładają pełną kontrolę sytuacji przez państwo, które nie kontroluje sytuacji".

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/drony-nad-polska-krzysztof-bosak-odcina-sie-od-oskarzania-ukraincow/v0gbj79

 

 

 

jBI7ZEc.png

ZbatFLp.png

 

Edytowane przez Camis
Opublikowano
17 minut temu, LeBomB napisał(a):

i to jest dramat..

Ruska propaganda i łykające ją pelikany to dramat, ale wciąż za mało wiadomo o tym zdarzeniu ze środy.

Ja bym oczekiwał oficjalnych informacji na temat:

- czy były drony bojowe (nie-wabiki) nad terytorium PL?

- jeśli tak to co to dokładnie było i jak uzbrojone?

- co się z nimi stało? strącone? wróciły nad Ukrainę?

- co zniszczyło dom? to nie problem chyba przyznać, że to rakieta z myśliwca? na pewno byłoby trochę wysrywów ośmieszających nasze wojsko ze strony konforuskich, ale jednocześnie zamknęłoby ryje twierdzącym, że to "wichura"

Opublikowano (edytowane)
2 godziny temu, MaxaM napisał(a):

Wolski bardzo dobrze wytłumaczył niejasności związane z dronami.

 

Ale pewnie zaraz i tak się zlecą ludzie 'wyłącz tv, włącz myślenie, Wolski gó** wie' :heu:

 

 

Ale to nic nie da. Pisałem tym trolom i pożytecznym.. no.. łatwowiernym ofiarom propagandy (wybrnąłem i nie złamałem regulaminu forum ;) ) żeby na jego kanał zajrzeli. Pisałem, że wystarczą 3 minuty. I co? I gówno. Nie poszli i nadal nawijali te swoje kocopoły.

No przynajmniej jeden z nich nawijał.

 

 

 

 

Dobra. To może na chwilę wróćmy do tego debilnego ataku na mnie sprzed paru miesięcy. Były dwa zarzuty:

1. Że jestem idiotą bo piszę, że Trump to pacynka rusków. Myślę, że dziś, gdy Trump obiecywał sankcje i dawał ultimatum Putinowi, aby potem przed nim rozwinąć czerwony dywan, nie dać żadnego nawet postępu w rozmowach o zawieszeniu broni, a teraz blokując sankcje - wyjaśnił już wszelkie wątpliwości. Tym razem dostał z Kremla takie rozkazy: "my mamy Orbana w garści, więc on się na sankcje nigdy nie zgodzi. Powiedz, że zrobisz nam sankcje jak całe NATO się na nie zgodzi. W Unii mogą coś wykombinować, ale w NATO nie mają lewara, więc jak powiesz, że sankcje są bez sensu dopóki wszystkie kraje Europy nie zrezygnują z naszej ropy, to zero szans na sankcje i jest git". Te jego kluczenia w wywiadach przed spotkaniem na Alasce i tak już jasno pokazywały jak jest. Ja już wtedy wiedziałem że gówno z tych sankcji będzie.

 

Dziś już moim zdaniem tylko kompletni idioci wierzą, że Trump nie jest zwerbowany/szantażowany przez Fiutina. Nie ma innej opcji patrząc na jego czyny od listopada 2024r. 

 

2. Zostały jeszcze zarzuty, że przesadzam z ruską propagandą. Że tak o niej trąbię i krzyczę, że jest potężnym zagrożeniem nawet w Polsce. No to dziś mamy wielki szok jak skuteczna jest ruska trolownia w Polsce odnośnie dronów. Mamy też koniec durnych nadziei, że w USA ruscy nie wybrali prezydenta. 

 

 

Czy ktoś (z tych co stanęli po stronie Volq'a który starał sie zrobić ze mnie "agresora") przeprosi?

Edytowane przez VRman
Opublikowano
25 minut temu, FadedIntoNight napisał(a):

Ruska propaganda i łykające ją pelikany to dramat, ale wciąż za mało wiadomo o tym zdarzeniu ze środy.

Ja bym oczekiwał oficjalnych informacji na temat:

- czy były drony bojowe (nie-wabiki) nad terytorium PL?

- jeśli tak to co to dokładnie było i jak uzbrojone?

- co się z nimi stało? strącone? wróciły nad Ukrainę?

- co zniszczyło dom? to nie problem chyba przyznać, że to rakieta z myśliwca? na pewno byłoby trochę wysrywów ośmieszających nasze wojsko ze strony konforuskich, ale jednocześnie zamknęłoby ryje twierdzącym, że to "wichura"

Na podstawie obecnie dostępnych oficjalnych informacji jedyne odpowiedzi na zadane pytania:

1. Tego jeszcze nie wiadomo, będzie wiadomo jak zostaną odnalezione i przeanalizowane wszystkie, które spadły na nasze terytorium. O tych które wleciały w naszą przestrzeń ale z niej wyleciały nie dowiemy się czy były uzbrojone.

2. Znaleziono szczątki 17 dronów (dane sprzed 3 dni) mowa była o 19 naruszeniach (niektóre źródła podają 23, ale różnica może wynikać właśnie z tego że te 4 zahaczyły naszą przestrzeń i wróciły w stronę Ukrainy lecz dokładnych danych póki co nie ma)

3. Kilka było strąconych, kilka spadło, bo najprawdopodobniej skończyło im się paliwo. 

4. Co zniszczyło dom dowiesz się z oficjalnego komunikatu MON, który będzie gdy będzie gotowy raport

 

Wtedy też dostaniesz bardziej szczegółowe informacje na pytania które Cię nurtują. Patrząc na obecny stan przekazywania informacji, tylko oficjalne komunikaty na stronach rządowych i wojskowych nadają się do jakiejkolwiek obróbki. Reszta, szczególnie ta z mocnymi niedopowiedzeniami, domysłami i informacjami nieoficjalnymi jest po prostu mało wiarygodna bez potwierdzenia przez oficjalne źródła, bo może pochodzić po prostu z różnych teorii i celowej dezinformacji. 

 

Opublikowano
Cytat

"To będzie oznaczać jedno". Dmitrij Miedwiediew rzuca groźby po słowach Radosława Sikorskiego

— Wdrożenie prowokacyjnego pomysłu Kijowa i innych idiotów, aby stworzyć "strefę zakazu lotów nad Ukrainą" i pozwolenie krajom NATO na zestrzeliwanie naszych dronów będzie oznaczać tylko jedno: wojnę z Rosją — uznał były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Kremlowski polityk odniósł się w ten sposób do wypowiedzi m.in. Radosława Sikorskiego, który zapowiedział rozważenie takich działań.

https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/to-bedzie-oznaczac-jedno-miedwiediew-rzuca-grozby-po-slowach-sikorskiego/4761w8t,79cfc278

Opublikowano
W dniu 12.09.2025 o 21:48, bbandi napisał(a):

Ciekawe, tutaj gość mówił 4 miechy temu że sa gotowi to już produkować na masową skalę (nie wiem jaka wersje,

Chyba niezbyt są gotowi

 

20250915-132410.jpg

 

Czyli oni mają dosłownie jeden prototyp, nie mają nawet dwóch żeby jeden testować a w drugim od razu wprowadzać i testować poprawki...

Opublikowano
15 minut temu, Camis napisał(a):

No niesamowite. Strach się bać. Nie chce mi się wchodzić na onet, ale może jeszcze atomem straszył? :D 

 

1 godzinę temu, LeBomB napisał(a):

Co zniszczyło dom dowiesz się z oficjalnego komunikatu MON, który będzie gdy będzie gotowy raport

Jeśli raport będzie za tygodnie/miesiące to jest to słabe podejście.

Te informacje powinny być upowszechnione jak najszybciej, żeby przyciąć trochę proruskie trollowisko.

Opublikowano
15 minut temu, FadedIntoNight napisał(a):

Jeśli raport będzie za tygodnie/miesiące to jest to słabe podejście.

DOKŁADNIE, przecież MON wie co uderzyło w dom, ta informacja powinna już być dawno ujawniona, a tak to tylko z czasem narasta kacapska propaganda. 

Opublikowano (edytowane)
22 minuty temu, FadedIntoNight napisał(a):

Jeśli raport będzie za tygodnie/miesiące to jest to słabe podejście.

 

Raport ma być w tym tygodniu.

 

Edit: jeśli faktycznie będzie później i nie podadzą więcej informacji, to tak, zgadzam się że to słabe podejście.

Edytowane przez LeBomB
Opublikowano

Wygląda że śladem Francji reorganizujemy nasze możliwości medycyny wojskowej.

Organizujemy Wojska Medyczne, dowództwo będzie w Krakowie.

 

To o tyle ważne i dobre, że w razie dużego konfliktu w bardzo krótkim okresie czasu(kilka dni) będzie wiele tysięcy rannych. Operować trzeba natychmiast chcąc ratować życie jak i zdrowie (kończyny) żołnierzy oraz cywili, jeśli kacapy dotrą do miast i tam będą walki. 

Opóźnienia oznaczają kalectwo lub nawet śmierć rannych.

 

Z drugiej strony jest to też informacja że prawdopodobieństwo dużego konfliktu zbrojnego, w który będziemy zaangażowani, bardzo wzrosło. Ale to już wiemy od jakichś 2-3 lat.

Opublikowano (edytowane)
43 minuty temu, Camis napisał(a):

DOKŁADNIE, przecież MON wie co uderzyło w dom, ta informacja powinna już być dawno ujawniona, a tak to tylko z czasem narasta kacapska propaganda. 

Ale jak do rządu ludzie wybrali kretynów i ludzi, którym absolutnie zwisa wszystko dotyczące kraju, a nie psujące im dostępu do koryta i władzy, a do tego na generałów się mianuje wierne miernoty to czego oczekujesz?

 

Strasznie to wkurzająco-dołujące :(

Ten rząd to jest (nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów (itd.)

Edytowane przez VRman
Opublikowano

Zabawne, że wyobrażając sobie walkę w powietrzu między NATO a RUS pewnie mieliśmy przed oczami jakieś masowe dog-fighty F-ek z MiG-ami i Su-chojami jak w TopGun, a tymczasem...

Mamy strzelanie do "latawców" sklejonych taśmą.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...