Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Miałem 90 dni na znalezienie kredytu na umowie hmm rezerwacyjnyej czy jak się tam nazywała :E, ze zwrotną zaliczką w 2021 roku. Standardowo było 60, ale udało się zrobić bez problemu dłużej. W mojej bańce IT większość kumpli ma kredyty hipoteczne...

 

 

Opublikowano

No tak, ale rezerwacyjna to jedno, natomiast do banku i tak potrzebujesz zazwyczaj finalnie umowy deweloperskiej albo "przedwstępnej" - gdy budynek już stoi (choć w jednym mi powiedzieli, że może tak, może nie, trzeba czekać na to, co orzeknie analityk). I w praktyce to zapisy w tej umowie są najważniejsze.

Opublikowano (edytowane)

Jak była umowa deweloperska to ja już miałem kredyt podpisany. Wpłacilem wkład własny, i bank realizował wypłaty transzami (na moje polecenie) dla dewelopera bo mieszkanie jeszcze nie istatniało. Cały szereg dokumentów jaki wymaga bank na pewno przedstawi ci doradzca z banku, choć sugeruje doradce kredytowego co znajdzie najntańszy kredyty na rynku (polecam też tych na yt https://marciniwuc.com/ranking-kredytow-hipotecznych/). Swoją drogą prawnie każdy bank ma 30 dni od rozpoczęcia procesu na podjęcie decyzji. Nie wiem czy coś się nie pozmieniało odnośnie formalności, trzeba było cały szereg dokumentów z mojej JDG, z US i musiałem jeszcze załatwić wycenę nieruchomości przez rzeczoznawcę (na podstawie planu bo nie istniała ;) ). 

 

 

 

Edytowane przez gotrunks
Opublikowano (edytowane)
8 godzin temu, Zas napisał(a):

Wał w sensie, że deweloperzy to pomijają, choć generalnie powinno się dla bezpieczeństwa taki wyjątek zapisać? No tak żem czuł, choć z drugiej strony kredytu możesz niby szukać dalej, a jakby co, to teoretycznie możesz negocjować rozwiązanie za porozumieniem stron... :P 
 

Ciekawi mnie, czy ktoś się tutaj upierał, żeby wpisać, czy każdy miał ten wyjątek ujęty - a może nie ma co pytać, bo bogowie IT kredytów nie biorą. ;) 

Wiesz, jak działa algorytm gównianych platform. Klikniesz, gdzieś poprowadzi, późnij nie możesz znaleźć. Ale chodziło generalnie o patolę (i chyba umowę przedwstępną), gdzie pośrednik, jako fachowiec, z góry wiedział, że nie dostaniesz kredytu, nie wpisywał takiej "na wypadek niedostania" i z całą premedytacją zyli sobie, nie z operacji na nieruchomości, a pożeraniu zadatków kolejnym chętnym. Było o tym dużo TT i innych. Że warto to wpisać, że masz czas X i jeżeli dostaniesz odmowę z 3 kolejnych banków i wniosków = nie Twoja wina. Jeżeli będą się pultać, można wpisać, że Ty masz obowiązek o taki kredyt wystąpić do 3 kolejnych banków. Bo to też działa w drugą stronę (dlatego się pultają) przez ŻLE skonstruowane zapisy. Zapisy mają chronić obie strony, a nie gwałcić tylko jedną. Były wypadki kretyńsko skontruowanych umów (tu już pośrednik był debilem), gdzie w pisano w przypadku "nieuzyskania kredytu"... co jest gwałtem na sprzedającym ;). Bo nie uzyskasz również, gdy w ogóle nie złożysz wniosku do banku = nie uzyskałeś = nie ponosisz winy. ;). Cały czas mowa o biurach pośrednictwa i sprzedaży z drugiej ręki.

Edytowane przez JeRRyF3D
Opublikowano

 

No tak, jest raczej oczywiste, że samo "nieuzyskanie" to za mało, taki zapis nie stawia praktycznie żadnych wymagań kupującemu... tyle tylko, ze praktycznie tak samo sformułowana jest przesłanka zwrotu opłaty rezerwacyjnej z umowy rezerwacyjnej w art. 34 ustawy o ochronie praw nabywcy :E - "nieuzyskanie pozytywnej decyzji".

 

No jasne, tu działają reguły wykładni, pewnie dorozumiewa się, że o braku uzyskania decyzji kredytowej można mówić jedynie w sytuacji podjęcia wcześniej próby takowego... ale i tak wspomniany przepis jest mocno nieżyciowy. 

 

W praktyce chyba każdy bank - a przynajmniej te, w których byłem - wymaga do podjęcia decyzji albo umowy deweloperskiej albo - jeśli budynek został już wybudowany - umowy zobowiązującej do przeniesienia własności. Nie istnieje zatem możliwość, by doszło do sytuacji, w której ktoś nie uzyska kredytu i będzie musiał odstąpić od rezerwacji - ponieważ żeby w ogóle mówić o nieuzyskaniu kredytu musimy się znaleźć już na etapie umowy deweloperskiej/"przedwstępnej", czyli tej, do której zawarcia zobowiązuje nas zwykle umowa rezerwacyjna (rezerwacja bez takiego zobowiązania nie miałaby sensu dla dewelopera). :E 

 

na "szczęście" mam jeszcze czas, by to ogarnąć, zanim będę cokolwiek kupował... :/

Opublikowano (edytowane)
W dniu 28.03.2026 o 21:45, Zas napisał(a):

jeśli braliście kredyt i podpisywaliście umowę deweloperską/zobowiązującą, mieliście tam zapisy o możliwości odstąpienia bez kary w przypadku nieudzielenia kredytu? Ponoć nieczęsto jest to wpisywane do umowy, bo ustawa deweloperska nie stawia takich wymagań, no i sama też nie przewiduje takiej ochrony dla nabywcy. A banki przecież wymagają podpisanej umowy przed wydaniem decyzji kredytowej. :P 

Postaraj się żeby zamieścić taki przepis, najlepiej mówiący że 3 banki muszą odmówić kredytu (takie coś miałem przy kupnie z wtórnego). 

Edytowane przez galakty
Opublikowano
Godzinę temu, Dimazz napisał(a):

Niech się gmina martwi jak zrobić drogi, kanalizację, komunikację miejską, sklepy i inne usługi

No tutaj akurat zyska masę nowych podatników - udziały w PIT, podatek od nieruchomości... Dla kogoś z samochodem to nie musi być zle miejsce do życia, bardziej obrywa graniczące z takimi gminami duże miasto, do którego wszyscy ci mieszkańcy obwarzanka chcą wjechać. No ale skoro ceny mieszkań w choćby w Wawie są, jakie są... 

Opublikowano

Na początku myślałem że tylko w mieście budują tak bloki obok siebie, ale jak byłem w innej miejscowości gdzie bloków nie ma a są domki to nawet tam są budowane kilkanaście na raz obok siebie a kilka lat temu były tylko 2 i zamiast widoku na las jest widok na bilbord coś w stylu "zakup mieszkania u developera" i obok nich domki.

Opublikowano

Ja akurat mam rodzinę w takiej miejscowości i tam jest w zasadzie wszystko. Były szeregowce, one jakiś czas temu zostały wchłonięte przez przylegające miasteczko. Reszta wsi to taki patchwork - tutaj troche pola, tutaj developer kupił kilka działek i poustawiał domki, bliźniaki, W 2000 to nawet "czworaki" stawiali. Kiedyś to chyba jeszcze działało jako obejście - budowali to jako jeden duży dom na papierze (i pozwoleniu), a potem dzielili notarialnie. W efekcie z 3 stron masz np. sąsiadów a z czwartej rolnika co jedzie pryskać skoro świt. Starzy mieszkańcy dostali przynajmniej asfalt na szutrówkach, a te kilka dróżek podostawało deweloperskie nazwy od kamieni szlachetnych :E

Opublikowano (edytowane)
2 godziny temu, Zas napisał(a):

No tutaj akurat zyska masę nowych podatników - udziały w PIT, podatek od nieruchomości... Dla kogoś z samochodem to nie musi być zle miejsce do życia, bardziej obrywa graniczące z takimi gminami duże miasto, do którego wszyscy ci mieszkańcy obwarzanka chcą wjechać. No ale skoro ceny mieszkań w choćby w Wawie są, jakie są... 

W Wawie kupują chyba desperaci. Właśnie finalizuje zakup 78m2 wykończonego mieszkania za 980k, 20 minut do centrum, wszystko pod nosem, 15 minut do pracy, zero korków :E 

 

W Wawie musiałbym wyłożyć lekko 1.5 mln :|

 

 

Edytowane przez TheMr.
Opublikowano (edytowane)

Ja to naprawdę nie rozumiem tej całej niechęci do Warszawy. Czego wy wszyscy od tego miasta chcecie? Jest duże, więc wszystko, czego tylko człowiek zapragnie, znajdzie na miejscu, do tego w większości bardzo dobra komunikacja... Jeden brzydki kloc na Placu Def... teraz chyba Centralnym to jeszcze nie powód, by skreślać całą miejscówkę. :E 

Edytowane przez Zas
Opublikowano

Wawa ogólnie spoko jak już masz gdzie mieszkać, tańsze gastro i taxi niż Wrocław :E Tylko koszt kupienia mieszkania horrendalny ;) Ale samo życie może być. Gdybym miał wybierać gdzie żyć w BIG5 albo okolicach to Wawa byłaby wysoko.  

Opublikowano

No wiadomo, mnie na Wawę nigdy nie byłoby stać, to jest jej duża wada, ale jak już masz mieszkanie po babci, zwłaszcza gdzieś w Śródmieściu czy na innym Żoliborzu albo na Woli, to super fajnie może być.

Opublikowano
W dniu 30.03.2026 o 18:57, Zas napisał(a):

Ja to naprawdę nie rozumiem tej całej niechęci do Warszawy. Czego wy wszyscy od tego miasta chcecie? Jest duże, więc wszystko, czego tylko człowiek zapragnie, znajdzie na miejscu, do tego w większości bardzo dobra komunikacja... Jeden brzydki kloc na Placu Def... teraz chyba Centralnym to jeszcze nie powód, by skreślać całą miejscówkę. :E 

Mój pogląd na Warszawę ugruntował się w 2005 jak pierwszy raz w dorosłym życiu się tam pojawiłem przejazdem. Wysiadając na Centralnym i wychodząc na miasto, przywitał mnie smród palonego plastiku :E 

Obecnie bywam przejazdem (wieczny korek) lub do kilku dni służbowo w centrali firmy, także nie znam dobrze miasta. To co widzę, to po prostu za duże dla mnie i jakieś takie szarobure.

 

Podobnie Wrocław, duży, wielkomiejski, do tego patelnia. Od czasu do czasu odwiedzić ok, ale na co dzień nie wiem czy byłby ok.

 

Gdańsk mimo gorszej komunikacji jest spokojniejszy. Nie ma tak zwartej wielkomiejskiej zabudowy, nawet jak się kawałek trafi, to praktycznie do dwóch ulic obok jest już dużo luźniej, a w niektórych miejscach to dosłownie w las wchodzisz.

Opublikowano
W dniu 30.03.2026 o 19:23, galakty napisał(a):

Nie każdy lubi mieszkać w betonozie i szkle, wszyscy się spieszą, korki, pełno ludzi. Dla młodej osoby co imprezuje co weekend pewnie super, dla kogoś z rodziną i ustawioną pracą, czy ja wiem. 

To miasto po prostu żyje. Moje ukochane :lovin:

Opublikowano (edytowane)

Duże miasta są fajne pod kątem atrakcji i rozrywek. Jest co porobić, plus mnóstwo fajnych knajpek. Do odpoczynku i życia tylko na uboczu w ciszy. Sypialnie dużych aglomeracji bardzo często mają dojazd w dziesięć minut do centrum pociągiem, który jeździ co pół godziny. Wiadomo, samochodem wygodniej, ale dużo dłużej. Do tego dobrej zabawy z parkowaniem. Ewentualnie taksa.

Edytowane przez Karister
Opublikowano

Tzw. dzielnice sypialnie też często mają dobry dojazd plus ciszę, i nie trzeba jechać koniecznie pociągiem do centrum. :) Ech, nigdy nie zrozumiem fanów prowincji... Pojechać raz na rok do rodziny na jeden dzień OK, ale żyć tak na co dzień? 

Opublikowano
W dniu 30.03.2026 o 19:23, galakty napisał(a):

Nie każdy lubi mieszkać w betonozie i szkle, wszyscy się spieszą, korki, pełno ludzi. Dla młodej osoby co imprezuje co weekend pewnie super, dla kogoś z rodziną i ustawioną pracą, czy ja wiem. 

Taka betonoza że park szczęśliwicki możesz chodzić przez dobrą godzinę w względnej ciszy, masz basen i na narty możesz nawet się wybrać :E A ilość parków i infrastruktury przebija niejedno. Space po Łazienkach jest wystarczającym relaksem, nawet nie musisz wyjeźdzać z Wawy. 

4 godziny temu, Bono_UG napisał(a):

Mój pogląd na Warszawę ugruntował się w 2005 jak pierwszy raz w dorosłym życiu się tam pojawiłem przejazdem. Wysiadając na Centralnym i wychodząc na miasto, przywitał mnie smród palonego plastiku :E 

Obecnie bywam przejazdem (wieczny korek) lub do kilku dni służbowo w centrali firmy, także nie znam dobrze miasta. To co widzę, to po prostu za duże dla mnie i jakieś takie szarobure.

 

Podobnie Wrocław, duży, wielkomiejski, do tego patelnia. Od czasu do czasu odwiedzić ok, ale na co dzień nie wiem czy byłby ok.

 

Gdańsk mimo gorszej komunikacji jest spokojniejszy. Nie ma tak zwartej wielkomiejskiej zabudowy, nawet jak się kawałek trafi, to praktycznie do dwóch ulic obok jest już dużo luźniej, a w niektórych miejscach to dosłownie w las wchodzisz.

Gdańsk to trzy półki wyżej niż Wrocław. Wrocław mimo dużych inwestycji i jakiegoś rozwoju to jedno z gorszych miast w BIG5.

 

 

Opublikowano
1 godzinę temu, Zas napisał(a):

Tzw. dzielnice sypialnie też często mają dobry dojazd plus ciszę, i nie trzeba jechać koniecznie pociągiem do centrum. :) 

Ta... dzielnice sypialniane i cisza. xD Najpierw sypialniowcy jęczą, że nie ma tramwaju, a potem jęczą, że tramwaj hałasuje, a po kilkunastach latach i tak są już w połowie drogi z nowych sypialni do centrum. Poza tym zgadnij, czym koledzy z tych dzielnic sypialnianych (np. wrocławskich Stabłowic i Maślic) często dojeżdżają do roboty we Wrocku? Otóż - pociągiem. Duże miasta mają po kilka stacji dla kolei regionalnych. Dobrej zabawy z dojazdem samochodem W-Z-tką z takiej sypialni. Powiedziałbym, że ta trzypasmówka to jest dobry dojazd, a godzinka i tak schodzi do centrum. Ja wolę 11 minut pocigiem z miasteczka obok.

 

1 godzinę temu, Zas napisał(a):

Ech, nigdy nie zrozumiem fanów prowincji... Pojechać raz na rok do rodziny na jeden dzień OK, ale żyć tak na co dzień? 

A co to takiego niezwykłego? Nie każdy marzy o codziennym widywaniu rodziny albo łażeniu do kina i barów w dużym mieście. Rodzina mieszkająca w jednym mieście odwiedza się codziennie? Nieraz szybciej dojedziesz z prowincji niż z drugiego końca dużego miasta. Takie regularne rodzinne schadzki to raczej w małych miastach, nieważne, czy na prowincji, czy nie. Także dla samotnika super sprawa. Zakupy robisz on-line plus osiedlowy czy Żabka. Do tego robota zdalna i budujesz chatę 400m2 za półdarmo.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...