Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
41 minut temu, TmK napisał(a):

To jak RDR2 wygląda po 8 latach to jest po prostu majstersztyk. Nowe gry, które obecnie wychodzą nie mają często takiego oświetlenia i chodzą przy tym 2x gorzej. Top3 open worldów jakie kiedykolwiek powstały.

I do tego nie potrzebuje jakiś FG i innych pierdół. Nie wspominając o RT czy PT gdzie jak się chce to można zrobić piękną grę która jak wspominasz graficznie dalej się dzielnie broni. I nie potrzebuje potwora aby ją odpalić na ultra z full detalami. Choć zobaczymy co T2 przygotuje na premierę GTA 6 na PC bo jednak RDR2 może być tym ostatnim dobrym co T2 zrobiło dla nas graczy. 

 

Opublikowano (edytowane)

A odpaliłem Half-Life 2. Na dużym ekranie, padzie i 120Hz jeszcze nie trafiło się zagrać. Zaczyna się ta gra starzeć okrutnie, wkurzają częste wczytywania między mapkami, ale kruci jak dobrze się w to gra. Jednym tchem doleciałem do Nova Prospekt :thumbup: Słynny poziom Revenholm niegdyś robiące super wrażenie, dziś wydał mi się mały, korytarzowy, zamknięty i krótki. 

 

Na integrze intelowskiej leci 1440p120 ale z jakiegoś powodu detali nie da się ustawić maksymalnych. (cienie medium np.)

 

A następny powrót do Quake'a, ponoć znowu nową kampanię dodano i to w uczciwej cenie - za darmo! 

 

Edytowane przez sierotaZpclaba
Opublikowano

obraz.thumb.png.916dd09205b9f1ecd5be26a609306afb.png

 

I tak o to nadszedł mój koniec w grze Neverwinter Nights Enhanced Edition, do której wróciłem po zapewne ok 20 lat. według steama przygoda zajęła bagatela 90 godzin. Gry nie kojarzyłem, poza pewną paladynką Aribeth z początku gry jak i całego prologu, reszta gry była dla mnie czymś "nowym", dużo mniej kojarzyłem faktów niż np w Gothicu Remake, którego kiedyś też ograłem w oryginalnej wersji, zapewne w podobnym czasie.
Sama gra nie sprawiała problemu, zero błędów, crashy, glitchy tak jak przystało na Remaster, wszystko dobrze wygląda w 1440p, gdzie UI nie jest za małe i nie musimy siedzieć z lupą wpatrzeni w monitor. Nie było problemów z minimalizacją gry i przechodzeniem na discorda, przeglądarkę- forum itd. Nad samą gra nie ma co się rozwodzić, moja legenda będzie żyć własnym życiem krążąc po całej Północy, to wszystko zawdzięczam uratowaniu miasta Neverwinter przed złą Moragą, która ponownie chciała wskrzesić swoje Imperium Pradawnych, na prawdę było blisko.:E


Moja postać bo ubiciu bossa:
 

Spoiler

20260812004512_1.thumb.jpg.ea1ebda05e34dabec7c1f9cb6d01277f.jpg

 

Chwilka przerwy i zabieram się za pierwszy dodatek, drugi jest kontynuacją pierwszego. Tym razem pójdę w Druida.

  

Opublikowano
21 godzin temu, tgolik napisał(a):

Jedynka była świetna. Dwójki nie skończyłem, choć żałuję tego ale nie będę miał już czasu. Natomiast w DL: The Beast gram od paru miesięcy, jestem w połowie a gra jest świetna.

To dodaję sobie do listy. Dzięki ;)

21 godzin temu, ODIN85 napisał(a):

Lepiej dodatek ograć.

Posiadam i planuję ograć. :)

Opublikowano
22 godziny temu, j4z napisał(a):

Z opisów producentów dodatek wydawał się fajny, ale czy tam nie ma za dużo broni palnej przypadkiem? Jakoś nie pasuje mi do tej serii. 

Ta broń palna jest fajna, bo żeby zdobyć amunicję, musisz zdobywać konwoje opanowanie przez Zombiaki.

Opublikowano

Z racji braku czasu, jak mam 10-15 min to siadam. Żadnych cutscenek, zamotanych mechanik, siadam na 10 min i 10 min czystego gameplayu. A poza tym uwielbiam te grę. Ma masę wad ale mi nic z tego nie przeszkadza :D

 

20260806-111726.jpg

  • Like 2
Opublikowano (edytowane)

Jako, że jedynka mi się podobała, dawno temu kupiłem ją na Epicu, beta/demo dwójki przypadło mi do gustu, duża poprawa względem jedynki. Mamy blisko premiery, cena jest bardzo dobra na tle "euro", taniej o 45zł, zawsze coś, co można pochwalić. Nie jak w przypadku jakiś Phantom Bladów, gdzie nawet bez polskiego gra jest droga jakby komuś peron odjechał. :kupa:


Będzie grane
obraz.png.1b1736f3788f6340ecbe3110cf0ab62c.png

Edytowane przez Reddzik
  • Like 1
Opublikowano (edytowane)

Jedynka w ogóle mi nie podeszła. Powiem więcej, to był jeden z najgorszych i najsłabszych soulslike’ów w jakie grałem. Dlatego do dema dwójki podchodziłem z dokładnie takim samym nastawieniem. I muszę powiedzieć, że bardzo pozytywnie się rozczarowałem. Od pierwszych minut gra przypadła mi do gustu, a dwie godziny zleciały nawet nie wiem kiedy. Developerzy odrobili lekcję i zrobili z tego naprawdę fajnego soulslike’a. Także w poniedziałek będzie grane.

 

IMG_20260814_085343.thumb.jpg.01f7de4f5884fa34bcc6bf5a95934483.jpg

 

Edytowane przez DITMD
  • Like 1
  • Upvote 1
Opublikowano
47 minut temu, tgolik napisał(a):

Prawdziwe Doomy skończyły się na Doom 2016.

Te nowsze, to są szybkie strzelanki pod względem mechanik i tempa bliższe rozgrywkom multi.

Prawdziwe Doomy skończyły się na Doomie 3. 2016 już podchodzi pod arena shooter ze zmienioną formułą rozgrywki.

  • Like 1
  • Upvote 2
Opublikowano (edytowane)

Trails Through Daybreak 2 ukończone, na koncie 49h.

 

Mniej więcej dwa tygodnie temu skończyłem pierwsze Daybreak i z rozpędu od razu wskoczyłem w kolejną odsłonę. Wiedziałem, że druga część ma bardzo mieszane opinie, że sprzedażowo okazała się największym flopem w historii Falcomu i że wpłynęła na zmianę planów dotyczących następnej gry. Miałem tego świadomość, a mimo to i tak jestem zaskoczony skalą rozczarowania.

 

Gra rozpoczyna się kilka tygodni po wydarzeniach z pierwszej części. Wraca Van, cała jego ekipa, a także postacie z poprzednich serii - szczególnie fajnie wypada duet znany z Reverie. Początkowo jest przyjemnie: znajome twarze, luźniejszy klimat, powrót do Calvardu. To wrażenie szybko jednak znika, gdy historia zaczyna nabierać tempa. Pierwsze dwa rozdziały to w zasadzie stos różnorodnych questów pobocznych - lepszych i gorszych - które nie mają większej wagi. To, co w Daybreak 1 stanowiło dodatek do głównej fabuły, tutaj staje się jej podstawą. Od trzeciego rozdziału jest jeszcze gorzej: gra serwuje nam własną wersję Dnia Świstaka. Nie wiem, ile razy łącznie - może 20, może 30 - oglądamy śmierć Vana lub jego towarzyszy w coraz bardziej absurdalnych i brutalnych wariantach, tylko po to, żeby czas został cofnięty. Potem wykonujemy wszystko ponownie, ale trochę inaczej, aby tym razem nie zginąć. I ten schemat ciągnie się przez kolejne 15–20 godzin.

 

W rezultacie wydarzenia tracą jakąkolwiek wagę. Co z tego, że widzisz śmierć kompanów albo sam giniesz w dramatyczny sposób, skoro za chwilę wracasz do punktu wyjścia? Równolegle gra wielokrotnie korzysta z drugiej pętli: kolejna postać traci rozum, więc trzeba „przemówić jej do rozsądku” - najczęściej pięścią - i powtarzać ten sam schemat przez następne godziny. Po raz pierwszy w historii serii zacząłem przewijać dialogi. Jaki jest sens zagłębiać się w wydarzenia, skoro za moment czas się cofnie, a to, co właśnie się stało, przestanie mieć znaczenie? Główny antagonista to niestety kompletny żart. Trudno mi przypomnieć sobie równie beznadziejnie napisaną postać w całej serii Trails. Został postawiony w fabule, dostał historię wyciągniętą znikąd, rzuca kilka górnolotnych tekstów, ginie - i na tym w zasadzie kończy się jego rola. Przy tak dobrze napisanych antagonistach z pierwszego Daybreak, jak Melchior czy Dantès, wypada wręcz karykaturalnie. Zamiast wzmacniać historię Nadii i Swina, robi z niej tani teatrzyk.

 

Do tego dochodzi Märchen Garten, czyli zestaw pięter przypominających korytarze z Trails into Reverie. W Reverie taki content miał jednak sens: poza przedmiotami, bronią i kostiumami oferował ukryte sceny, nagrania oraz fabularne zapowiedzi przyszłości -  w tym elementy prowadzące do wydarzeń z Daybreak I. Był grind, ale istniała też realna nagroda. Tutaj? Szesnaście pięter, rosnący poziom trudności, coraz dłuższe walki i grind dla samego grindu. Na końcu dostajemy recykling bossa z Daybreak 1, kilka nic nieznaczących kwestii oraz krótką, dodatkową scenę po napisach, która wnosi niewiele. To tani, chamski i całkowicie zbędny przedłużacz.

 

Nie oznacza to, że gra nie ma żadnych zalet. Niektóre wątki Vana wypadają dobrze, a relacje z częścią kompanów faktycznie się rozwijają. Jest też sporo drobnych, emocjonalnych, typowo trailsowych momentów, które potrafią wywołać uśmiech. Pojawiają się postacie z poprzednich odsłon, choć uczciwie trzeba przyznać, że połowa ich powrotów nie ma większego znaczenia fabularnego - wracają głównie po to, aby zakomunikować: „hej, nadal żyję”. Było również kilka naprawdę dobrych questów pobocznych, może trzy lub cztery, które zapadły mi w pamięć. Godne odnotowania było świetnie pokazane backstory Renne. Najlepszym podsumowaniem całej gry jest jednak dialog z finału, w którym pada stwierdzenie, że wydarzenia tej części były jedynie incydentem, a zagrożenie zapoczątkowane w Daybreak 1 nadal istnieje. To niemal otwarte przyznanie, że główna fabuła w tej odsłonie nie ruszyła praktycznie ani o krok. Dostaliśmy jeden wielki filler - monstrualny quest poboczny rozciągnięty do rozmiaru osobnej gry.

 

Po naprawdę dobrym Trails Through Daybreak 1 jestem potężnie rozczarowany. Pierwszą część oceniam fabularnie na solidne 8/10 - odjąłem pół punktu za fatalnie pocięty dubbing, choć w sequelu pod tym względem jest nieco lepiej. Daybreak 2, nawet przy moim ogromnym sentymencie do serii, nie zasługuje na więcej niż 5,5/10.

 

To najgorsza odsłona serii Trails, w jaką dotąd grałem.

Edytowane przez Element Wojny

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Popularne tematy

  • Najnowsze posty

    • Ten prompt był pisany pod tezę..... Nie jest prawdą, że mikrofony rejestrują przede wszystkim dźwięk o wyższych częstotliwościach, bo rejestrują całe pasmo. To w jaki sposób jest to odbierane przez ludzkie ucho to już inna historia i oczywiastym dla wszystkich jest to że ten sam poziom hałasu może być odbierany jako cichszy lub głośniejszy właśnie ze względu na to, że te zmierzone maksymalne decybele mogą być przy różnych częstotliwościach. Problem doskonale znany ze wszystkich produktów, którym mierzy się hałas. W każdym razie chętnie zobaczę test, który potwierdza że opona głośniejsza na zewnątrz (zmierzone) jest cichsza wewnątrz (zmierzone). Póki co znalazłem dwie identyczne pirelki z PNCS i bez i ta z PNCS jest jednak dużo cichsza NA ZEWNĄTRZ https://www.sklepopon.com/opona-letnia/pirelli-p-zero-245-45-r18-100-y-nb0-176864#16617996 https://www.sklepopon.com/opona-letnia/pirelli-p-zero-245-45-r18-100-y-xlfrmo-s-138837#16844806  
    • Kartofel ? ( ja pierdziele, do człowieka piszę kartofel  ) W3 zamykał mi się do pulpitu, raz na jakiś czas i nie wiedziałem co jest powodem. Okazało się, że RAM komputera za wysoko sobie ustawiłem. Czepiałem się karty grafiki, systemu, a nie RAM. Nawet Ramu nie kręciłem, bo mam 8000mhz cl 38, ale CPU lub mobo nie potrafi tego ogarnąć   Problemem okazało się niestabilny RAM, co jest zaskakujące, ponieważ inne gry i reszta były OK. 
    • Tak według niektórych wygląda trójpodział władzy - nijak.
    • Pisałem o tym wcześniej, że w ogóle słabe było całe przejście Nawrockiego. Przeciskał się przez tłum, przeciskał się obok policjantów wzdłuż ogrodzenia, jakieś przepychanki przy drzwiach. Jakby ludzie nie mogli się na chwilę powstrzymać i przepuścić prezydenta, jakby policja nie mogła zrobić przejścia, tylko razem z prezydentem też próbowało się wepchać jakieś towarzystwo.    @NotQuite o to mi właśnie chodzi, widzę że tu jesteśmy zgodni.    Problem taki, że w Polsce nie ma takiego organu, dlatego powołano się na art. 130 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, ale że Minister Sprawiedliwości nie może być osobą decyzyjną w sprawie TK, pozostawiono tę decyzję osobie o najdłuższym stażu. To jest to o czym Ci pisałem, że doszło do sytuacji nie opisanych w prawie i są dwie opcje. Działanie całkowicie bezprawne, albo przy częściowym wykorzystaniu tych przepisów które już istnieją.  Sam sobie odpowiedz, która droga jest rozsądniejsza, bo innej obecnie po prostu nie ma. No chyba że trzecia, zaoranie wszystkiego i zrobienie na nowo, ale to też odpada, bo ci co to będą robić wiadomo, że zrobią pod siebie, a nie tak żeby było dobrze. Do tego potrzebne jest po prostu silne centrum, którego w tej chwili w ogóle nie ma.    Tak, owszem, tak zrobili i to był początek całego bajzlu wokół tej instytucji. PiS zamiast to odkręcić tylko to pogłębił i teraz to się ciągnie.    
    • Lombard to nie instytucja charytatywna, muszą zarobić pensja lokal itd  cena nie pasuje to nie kupujesz, proste.
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...
{literal} {/literal}