Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

znowu klasyk z automatów, stało się obok i wpatrywało jak starsi grają, dopóki nie przegonili  :rudolf:

potem już w domu na C64, znowu na atari chyba nie było ?

 

Ikari Warriors

1986

 

ikari-warriors-28254.jpg.4d64d8e0d6bdfd58cee3fc1b25985cf0.jpgikari_warriors_04.png.33068adbfe1593f318d88d90564eae4f.png

 

 

 

 

 

  • Like 3
Opublikowano (edytowane)
45 minut temu, miro napisał(a):

potem już w domu na C64, znowu na atari chyba nie było ?

Nie przypominam sobie, choć YT pokazuje jakąś wersję na Atari 7800.

Odpaliłem filmik z wersją na Amigę to wygląda jak protoplasta Warzone, które wklejałem tu jakiś czas temu. Ludek też wygląda jak Rambo :D

 

Wersja na automaty widzę wygląda duuużo lepiej.

 

Niestety nie zdarzyło się tej gry widzieć w tamtych czasach.

Jak się mieszkało na zadupiu to ciężko było z dostępem do salonów arcade.

W końcu już później gdzieś ok 1996r. postawili i u nas mały "wóz Drzymały" a tam najlepsze co mieli to te dwa klasyki, które nawet dziś mi dają frajdę i lubię popykać:

 

 

 

 

 

BTW. Nie wiem, ale zastanawiam się, czy to nie przez to, że gry arcade chodziły w stałych 50 lub 60fps nie sprawił właśnie, że zawsze szukałem w grach tej płynności i już w 1993 jak mogłem to wybierałem gorszą grafę, byle mieć "tak jak na automatach" ;)

Edytowane przez VRman
  • Like 2
Opublikowano

ja pamiętam salon gier na Rynku w Krakowie,wchodziło się w bramę i do piwnicy ( tu gdzie teraz Sphinx jest )  przeganiali nas z obsługi, bo chyba było od 16lat na legalu. nie mieliśmy za co grać, ale można było się poprzyglądać. Tam właśnie stało commando, flying shark, international karate  czy kung-fu master. Tam człowiek się pierwsze ślinił do tych gier..

Opublikowano (edytowane)

Kung-Fu Master

Jak pożyczyłem od kumpla Pegasusa i to tam znalazłem, to nie mogłem uwierzyć we własne szczęście.

Ależ to był fajny automat. Daleko nie zaszedłem, bo cholernie trudno było i grałem tylko na wakacjach u rodziny (też zadupie, ale dostali swój wóz Drzymały sporo wcześniej ;)) 

Co prawda padem od Pegasusa to nie było to samo co wajchą na automacie, ale na Atati 65XE bardzo chciałem mieć tą grę, a nigdy nie było.

Poza tym na Atari nie byłoby tych fajnych dźwięków. Przecież wtedy wszelkie "adzia!" były modne :lol2:


edit:

A tymczasem sobie słucham właśnie tego:

 

Słucham i znowu mam dwadzieścia kilka lat, jest słoneczne lato, a ja gram na rozkręconych na maksa głośnikach i kierownicy.
Gdzie te 22 lata się podziały. Wydaje się jakby to było wczoraj. :placz:

Edytowane przez VRman
  • Like 1
Opublikowano

Simon the Sorcerer (1993)

 

Klasyczna przygodówka w stylu gier Sierra Entertainment czy LucasArts. W tych czasach była moda na takie gry. Nie pamiętam czy grałem jeszcze na A500, czy może już na 486. Trochę zapomniałem o tym tytule.

 

 

 

  • Like 2
  • Upvote 1
Opublikowano (edytowane)
19 godzin temu, VRman napisał(a):

TW. Nie wiem, ale zastanawiam się, czy to nie przez to, że gry arcade chodziły w stałych 50 lub 60fps nie sprawił właśnie, że zawsze szukałem w grach tej płynności i już w 1993 jak mogłem to wybierałem gorszą grafę, byle mieć "tak jak na automatach" ;)

Coś W tym chyba jest. Może to przez to że większośc rzeczy poznawałem na c64 mam teraz taką odpornośc na niski klatkarz :)

 

 

Edytowane przez Zdzichon
  • Like 2
Opublikowano (edytowane)

Ooo! To na C64 był SFII? Nawet nie wiedziałem.

 

Może dlatego, że nikt ze znajomych nie miał stacji do C64. Było kilka osób z C64, ale bez, dwóch atarowców ze stacją (w tym ja) i to tyle. Później to już Amigi, Pegasusy i pecety.

 

Mnie ta gra nigdy nie porwała, bo miałem tą nieprzyjemność zobaczyć ją pierwszy raz na PC, gdzie wyglądało to fatalnie, brzmiało to fatalnie (brak dźwiękówki wtedy jeszcze, o ile dobrze pamiętam) ale za to przynajmniej chodziło też fatalnie. 

 

Cóż. Może lepiej, że nie wiedziałem o tej grze jak miałem Atari, bo bym się naprawdę wkurzył. Jak w wielu innych gatunkach. My mieliśmy Ninja i International Karate... a Commodorowcy mieli International Karate+ (uwielbiałem to na Amidze) i ten SFII jakkolwiek koślawy by nie był w wersji na C64, na tle IK na Atari i tak byłby przeze mnie wtedy oceniony na 10/10. Kungfu Mastera też kommodorowcy mieli i kilka chodzonych bijatyk. Bez porównania. Grami C64 niestety miażdżył Atarynkę.

 

 

Wracając do SFII

Później mignęło mi to na Amidze, gdzie wyglądało super, ale nikt nie znał ciosów i była masa fajniejszych gier, więc pograliśmy to może z raz z chłopakami z godzinę i chyba więcej już nie. Przynajmniej ja nie. 

Potem na PC były Sango Fighter i Body Blows, i tutaj się już trochę więcej grało. Ja jednak o wiele bardziej wolałem One Must Fall 2097. Brzmiało super. Wyglądało super nawet na LOW, a chodziło świetnie nawet na mojej zapyziałej, zaropiałej 386SX  z Tridentem na ISA. 

 

Edytowane przez VRman
  • Like 3
Opublikowano

Primal Rage (1994)

 

Lubiłem ten tytuł. Nie był tak dobry jak seria SF czy MK. Na tamte czasy miał całkiem dobrą oprawę graficzną i był to jakiś tam powiew świeżości w bijatykach. Szkoda, że był taki mały wybór prehistorycznych wojowników.

 

 

  • Like 4
Opublikowano

Zawsze chciałem to mieć. Było chyba na ostatniej stronie któregoś Secret Service'u. 

 

Zobaczyłem to w ruchu dopiero dekady później i... w mojej wyobraźni wyglądało to sporo lepiej. ;)

No ale cóż. W końcu to animacja poklatkowa figurek z "plasteliny".

 

 

A to ktoś pamięta?

Swoją drogą - WTEDY to była stara gra, gdy w to grałem. Bo sprzed 8-9 lat. A dziś ma... 43.

Łojezu.

 

 

Bardzo się uparłem. Brat pograł trochę i nie mógł przejść, nie pamiętam czy dlatego, że gdzieś nie wiedział co dalej zrobić, czy za trudno.

Ja się zawziąłem. Grałem raz chyba ze 7 godzin jednego dnia. 
I jeszcze kilka razy innym razem.

I wiecie co?

Nie udało mi się gry ukończyć i tak :lol2:

 

Ale to była jedna z tych gier, gdzie działała jeszcze ta magia, w sensie, że człowiek nie znał ograniczeń Atarynki i zawsze się grało "żeby zobaczyć co będzie dalej". Oczami wyobraźni się widziało wspaniałą grafikę, nowe lokacje, mechaniki itd. 
Zazwyczaj się męczyło z drugą połową gry, a potem się okazywało, że w sumie niewiele tam już było do zobaczenia w porównaniu z pierwszą połową.
To też było jedną z przyczyn, przez które się tak nakręciłem na stację dysków po zobaczeniu gier na dyskietki na Amidze. Myślałem, że też będę miał takie fajne intra jak na Amidze (oczywiście w gorszej oprawie) i przede wszytkim bardziej rozbudowne gry. Na amidze było więcej nagrody za przejście dalej - zazwyczaj nie było to tak biedna jak na Atarynce, ale dopiero po latach zrozumiałem, że to nie tylko o moc chodziło, ale o pojemność pamięci, nośnika i oczywiście rok wydania gry. Taki nasz Hans Kloss oferował więcej na dłuższą metę niż przeciętna gierka z roku 1982. 

Opublikowano
10 godzin temu, VRman napisał(a):

ten SFII jakkolwiek koślawy by nie był w wersji na C64, na tle IK na Atari i tak byłby przeze mnie wtedy oceniony na 10/10

Był koszmarny!!! Pod każdym względem. Animacja, feeling, wyprowadzanie ciosów, dłużej czekało się na załadowanie areny niż walczyło, ale rozumiem cię doskonale, graliśmy w to i tak :)

 

Oczywiście istnaił tylko w wersji dyskietkowej. Ogólnie jak się miało stację dysków do poczciwego c64, to otwierał się świat gier całkowicie nieznany 90% polskiej populacji. Pirates!, Supremacy, Street Rod, Defender of the crown, North & South, Maniac Mansion/Zak mac Cracken, Bad Blood, Ultima. Większość osób nawet nie wiedziała że tak rozbudowane gry wychodziły na c64, bo u nas ludzie przeskakiwali bezpośrednio z kasetowego c64 od razu na Amigę, albo na PC. Za czasów świetności prawie nikogo na to nie było stać kiedy stacja była chyba droższa niż sam komputer :P Ja miałem to szczęscia że wujek był badylarzem i kupił kuzynom, a oni pożyczyli mi na wakacje. Jedne z najlepszych wakacji mojego młodego życia.

  • Like 1
Opublikowano

A jak się nazywała ta gierka, gdzie się helikopterem zrzucało na ziemię pociski, które kopały i trzeba było wykopywać w tej spsób różne skarby albo FUEL itp?
Cholera. 30 lat człowiek pamiętał te nazwy, a teraz jak Joe Biden. :(

Wszystko ulatuje.

 

 

Super Cobra jest super w wersji automatowej. Na joysticku i CRT TV do dzisiaj fajnie się w to tnie :)

Wersję atarową też ogrywałem, choć nie jestem pewien czy to w ogóle jest port czy tylko tytuł podobny :lol2:

Opublikowano

To jak tacy wyjadacze tu to może ktoś kojarzy taką platformówkę, gdzie sterowało się "stanami skupienia". W zależności od poziomu mogła to być stalowa kulka albo woda, para i rozwiązywało zagadki związane z tym. Trudno mi wskazać więcej bo to za dzieciaka w to grałem. Nawet nie do końca pamiętam czy to było na Amigę, czy inny sprzęt.

Opublikowano

Sid Meier’s Pirates! (1990)

 

Przypomniałem sobie ten hit. Wiele godzin spędziłem grając na A500. Najbardziej pamiętam te pojedynki na statkach. Chyba do końca nie ogarniałem mechaniki tej gry ale wciągała.

 

 

  • Like 3
  • Upvote 1
Opublikowano

Pierwsza ścigałka mówisz?

 

No to na ja też wstawię swoje:

 

Pierwsza w życiu, automat arcade, 1986-1988, już nie pamiętam teraz dokładnie które to wakacje nad morzem były.

 

 

Jakieś zdewastowane to było, nie było nawet siedzenia, ale ekran, gra i kierownica były takie same. :)

Pierwsza ścigałka we własnym domu i przy okazji pierwsza gra komputerowa poza klonem Ponga, uruchomiona we własnym domu (nie samemu, a przez eksperta, który przyszedł podłączać i uruchamiać nasze Atari 65XE do czarno-białego Neptuna po prababci :D )

 

 

 

I pierwsza gra podobna do tego Midnight CLuba, w sensie, że bywało ciemno i że grafa na polygonach:

 

 

Był wcześniej Test Drive III, ale tam chyba nie było nocy, a przynajmniej nie w tej wersji pociętego pirata jaką miałem 32 lata temu ;)

 

 

  • Like 1
Opublikowano
W dniu 14.03.2025 o 20:32, ghostdog napisał(a):

Sid Meier’s Pirates! (1990)

 

Przypomniałem sobie ten hit. Wiele godzin spędziłem grając na A500. Najbardziej pamiętam te pojedynki na statkach. Chyba do końca nie ogarniałem mechaniki tej gry ale wciągała.

Walki okrętem ogarniałem (okrętem, nie statkiem), ale duele na pokładzie to totalnie nie ogarniałem :E Nie wiem ile lat miałem jak to odpaliłem, raczej mniej niż 6 :E 

Opublikowano
W dniu 13.03.2025 o 22:30, Necronom napisał(a):

To jak tacy wyjadacze tu to może ktoś kojarzy taką platformówkę, gdzie sterowało się "stanami skupienia". W zależności od poziomu mogła to być stalowa kulka albo woda, para i rozwiązywało zagadki związane z tym. Trudno mi wskazać więcej bo to za dzieciaka w to grałem. Nawet nie do końca pamiętam czy to było na Amigę, czy inny sprzęt.

Super Morph na SNESa?

  • Thanks 1

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

  • Popularne tematy

  • Najnowsze posty

    • Naukowcy, pionierzy i inni nie lubią hałasu ani szumu, oni cicho robią swoją pracę. A że rządy (od lewej do prawej) działają tylko wtedy jak wyjdzie się pod sejm, spali kilka opon i zrobi burdę to tacy rolnicy i górnicy potrafią wywalczyć swoje. Są jeszcze emeryci czyli grupa społeczna liczna ale mniej mobilna (z racji wieku), jej wystarczy dać 13'tki, 14'tki, dobre rewaloryzacje i siedzą cicho. Jest jeszcze inny problem z naukowcami/pionerami - nawet jak pieniądze dasz to nic to nie zmieni bo z tym muszą iść jeszcze możliwości rozwojowe. A że do polityki nie idą osoby mądre tylko takie co mają twardą dupę, giętki kręgosłup i pięknie wiją makaron na uszy to nie potrafią myśleć perspektywicznie do przodu co należy rozwijać. Z resztą jak się robi laskę Niemcom czy Amerykanom to nie ma się czasu na myślenie bo całe skupienie idzie na to aby brać po same kule i się nie zakrztusić. Więc taki naukowiec nie widząc żadnych szans rozwoju polskich inicjatyw z racji ich braku, idzie do pracy do zagranicznej firmy i rozwija jej know-how. Wisienką na torcie tego niedasizmu jest górnictwo. Kraj, który stoi na węglu ale jednocześnie ma kastę górniczą mentalnie siedzącą w XIXw, która nie potrafi wydobywać tanio węgla. Jedynie co górnicy opanowali do perfekcji to tworzenie nowych związków zawodowych, które rozprzestrzeniają się niczym macki ośmiornicy. W 2025r państwo polskie (czyli my obywatele) dopłaciło do kopalń 9 mld złotych tylko po to aby pokryć straty z bieżącego funkcjonowania. Z takim budżetem rocznie SpaceX zaczęło wysyłać w kosmos rakiety wielokrotnego użytku. Więc z czym do ludzi? W Polsce nie inwestuje się w rozwój. W Polsce zyski z rentownych działów gospodarki transferowane są aby pokryć straty nierentownych działów. Jak w komunie.
    • UPDATE: Zacznę od tego, że podmieniłem kartę kolegi (RTX 5070) w moim komputerze, gdzie mam RTX 4070 Ti SUPER od Gainward'a i... karta jest normalnie widoczna. Pierwsze wniosek? Płyta, gniazdo PCIe jest uszkodzone? Jednak coś nie dawało mi spokoju i przy obserwacji zauważyłem, że wtyczka kabla HDMI w gnieździe karty zintegrowanej wchodzi głębiej niż w karcie RTX. Ewidentnie widać, że tłoczenie i nachodzenie ramki "okołośledziowej" blokuje w górnej części pełny docisk. Kompletnie tego nie rozumiem dlaczego tak to robią w obudowach jakby na oko klecili je w garażu. I wtedy pomimo przestrzeni między śledziami, porty HDMI, DP nie są na środku, a wysoko przy górnej krawędzie ramki oddzielającej. (Podobnie miałem w obudowie Corsair, ale odnośnie karty dźwiękowej, musiałem kombinować by wtyczki się zmieściły... (bo to STX, gdzie mamy grube wejścia). To trochę komiczne, by modyfikować fabrykę, lub jej pomagać... Po dokładnym obejrzeniu obudowy zdawało się jakby miejscami była lekko wypaczona, niektóre jej fragmenty. A to tylna ścianka od wewnątrz jedno wgniecenie, strasznie te blachy "lelawe" dziś robią i delikatne. Pamiętam swoją obudowę ZALMAN Z12, mogłem na serio na niej usiąść. Widzę pewne nierówności w ramkach gniazd płyty, ale ile się dało to naprostowałem manualnie, poluzowałem wkręty od płyty, ale nie drgnęła by ją jakoś przesunąć. Podłożyłem pod płytę plastikowy ślizg, by była bardziej wyprostowana. Z tyłu blacha od SSD/HDD latała sobie wesoło, niedokręcona, zęby nie trafione... Śledź od RTX nie dochodzi do ramki, stąd też oprócz blokady ramki problem z dystansem kabel-gniazdo.  Co do stabilności. Testuję na okrągło - wszystko śmiga. System od zera, nowe sterowniki. Nie miał ustawionego profilu dla pamięci DDR5, po konsultacjach z czatem-gpt już wiem, że dla AMD trzeba ustawić EXPO1 czy jakoś tak, u siebie na Intelu mam XMP. Szereg testów na stabilność, wszystko jak skała.  Dobrze, że ów ramkę dało się odkręcić i zdemontować, wtedy poszła w ruch piłka do metalu. Wyciąłem fragment dla HDMI i DP, resztę zostawiłem, choć mogłem w sumie całość usunąć, ale i tak więcej niż jednego monitora nie będzie używał. Także taki finał ma ta nietypowa usterka. Dziękuję wszystkim za chęć pomocy i zaangażowanie. Poniżej trochę fotek.    
    • To już nie jest satyra... To jest dokument  
  • Aktywni użytkownicy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...