Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
10 godzin temu, Bono_UG napisał(a):

A wystarczyłoby jechać zgodnie z ograniczeniem do 90 i wtedy teren zabudowany nie "zaskoczy" :heu:

Poza tym jak można przegapić takie znaki? Na prostej drodze widać z set metrów, jak droga kręci, to się chyba patrzy na tą drogę, a nie gdzieś nie wiadomo gdzie.

Czasem idzie się zagapić/zagadać, ale dzisiaj mapy pokazują ograniczenia i zazwyczaj są poprawne, naprawdę trudno nie wiedzieć że jest zabudowany i 50. Aczkolwiek są drogi gdzie masz kilometr/więcej prostej, 5 budynków na krzyż, wygląda na 90 a tam... zabudowany :E 

Opublikowano

Nie wiem jak trzeba się zagadać, żeby nie zarejestrować.
Jadąc 100, w ciągu 10s przejedzie się 280m. Co trzeba robić, żeby przez taki czas nie obserwować drogi przed sobą?

 

Od kilku lat w samochodach montuje się wskaźniki dopuszczalnej prędkości, w trasie przeważnie ludzie korzystają z nawigacji, która też wskazuje limit.
Jak tu szukać jakichkolwiek wymówek, że się zagapiło (najdurniejsza, wprost podkładająca się pod nieostrożną jazdę, brak uwagi), że nie wiadomo jaki jest limit?

 

Problem nie jest w widoczności, nie jest w wysokości kary, tylko ogólnego przyzwolenia do przekraczania prędkości. Przecież jak się będzie jechało przepisową 90, to nawet po przegapieniu terenu zabudowanego, nie przekroczy się o ponad 50.

Opublikowano
14 minut temu, Bono_UG napisał(a):

Nie wiem jak trzeba się zagadać, żeby nie zarejestrować.

W kraju gdzie masz znak co 5 metrów często bez większego sensu (nie bójmy się określenia NASRANE) to tak, można przegapić. Dodatkowo niektóre są ukryte za drzewem, albo wręcz odwrócone (jak jeżdżę do rodziny to znak teren zabudowany jest po lewej, nie prawej). 

 

Nie bądź taki kryształowy, zdarzyć się może każdemu. 

 

11 minut temu, Camis napisał(a):

I wtedy jedziesz maksymalnie te 50-55km/h i nie ma problemu. 

Chodzi mi o przypadki gdzie jedziesz długo te 50 km/h, a droga wygląda na 90 km/h i się zastanawiasz czy przegapiłeś znak koniec zabudowanego, czy jednak nie ;) 

Ale dzisiaj są mapy i pomagają w takich sytuacjach.

Opublikowano

To nie jest kwestia bycia kryształowym. Ale żeby zrozumieć dlaczego faktycznie można przegapić taki znak nie wystarczy teoria. Trzeba trochę pojeździć za kierownicą aby samemu się przekonać jak i dlaczego można. Nie ma innego sposobu. Inna sprawa, że trzeba było nie lecieć 105+ licznikowe. To już jest wybór.

Opublikowano (edytowane)
2 minuty temu, janek25 napisał(a):

Tak ,jest to robione by nałapać na fotoradar ale zazwyczaj to nie sa miejscowosci??

Przecież każdy fotoradar stacjonarny musi być oznaczony znakiem, więc gdzie problem? Jak ktoś się na to złapie to znaczy, że zasłużył na ten mandat XD 

 

To nie te czasy, gdzie SM/SG ustawiały się po krzakach pośrodku niczego. 

 

 

Chyba że mówisz o patrolach drogówki, ale na to też są metody (Janosik). 

 

Od 8 lat zrobiłem 100k samochodem, w tym czasie dostałem 1 mandat (56kmh na 50). Serio nie wiem jak w dzisiejszych czasach można się złapać na to mityczne 100 km/h w zabudowanym. 

Edytowane przez huudyy
Opublikowano
3 minuty temu, huudyy napisał(a):

Przecież każdy fotoradar stacjonarny musi być oznaczony znakiem

Najgorsza głupota jaka jest. 

4 minuty temu, huudyy napisał(a):

ale na to też są metody (Janosik). 

A to powinno być zakazane. 

Opublikowano (edytowane)
3 minuty temu, Kyle napisał(a):

To dość, że chciało im się zatrzymywać dla tych paru kilometrów.

Byłem jedynym autem w okolicy chyba :E upierdliwi jacyś, bo czepili się apteczki I gaśnicy. Jak nic nie znaleźli to finalnie dostałem chyba 20 czy 50zl mandatu, jakaś śmieszna kwota. 

1 minutę temu, Camis napisał(a):

A to powinno być zakazane. 

Zależy - info o policji może tak, ale nie o korkach czy zdarzeniach drogowych (Tylko wtedy by pewno kierowcy używali zdarzeń do raportowania policji) 

Edytowane przez huudyy
Opublikowano
2 minuty temu, galakty napisał(a):

W kraju gdzie masz znak co 5 metrów często bez większego sensu (nie bójmy się określenia NASRANE) to tak, można przegapić. Dodatkowo niektóre są ukryte za drzewem, albo wręcz odwrócone (jak jeżdżę do rodziny to znak teren zabudowany jest po lewej, nie prawej). 

 

Nie bądź taki kryształowy, zdarzyć się może każdemu.

Przesadzasz, owszem są miejsca gdzie jest naćkane ale to są miejsca, a nie wszędzie na wszystkich drogach.

Jeżeli z lewej, to nie obowiązuje (zarzucisz miejscem?). Jeżeli zarządca nie dba i znak jest niewidoczny, to nie obowiązuje.

 

Zdarzyć się może po mieście jak jest dużo więcej do ogarnięcia, skupi się na kimś czy nie odwala czegoś głupiego. Na dwupasmówce jak się wyprzedza ciężarówkę, a zarządca nie postawił powtórzenia po lewej.
Ja jeżdżąc na rowerze i wyjeżdżając z lasu czy pola na drogę mogę nie mieć orientacji jakie jest w tym miejscu ograniczenie, bo po prostu takiej informacji nie mam. Ale serio nie kojarzę, żebym gdzieś przekroczył, bo myślałem, że jest inny limit. Jak już mi się zdarza, to mam pełną świadomość, że przekraczam.

10 minut temu, Suchy211 napisał(a):

Trzeba trochę pojeździć za kierownicą aby samemu się przekonać jak i dlaczego można.

Słucham, jak i dlaczego, co to za przypadki i na ile obiektywne, a na ile zwykła nieuwaga kierowcy, która podlega karze?

 

To że nie prowadzę samochodu nie oznacza, że nie jestem świadomym użytkownikiem dróg, że se olewam i jeżdżę jak chcę mając w nosie zasady.
Czy w samochodzie, czy na rowerze, zwłaszcza po mieście trzeba tak samo ogarniać co się w około dzieje, sygnalizację, znaki itp. Jak się jeździ z kimś z przodu to też widać +/- tyle co kierowca, a z przyzwyczajenia przeważnie obserwuję drogę (nie tak uważnie ale jednak, co kiedyś pomogło uniknąć wypadku z motocyklistą).
Widzę też co robią inni, czy raczej czego nie robią i jakie są tego konsekwencje, ile razy muszę kompensować czyjąś nieuwagę.

 

Generalnie po prostu jestem cięty na nieuwagę kierowców, bo przez nią mogę być rozjechany i nie raz na jakiś czas, bo to są wielokrotne zachowania każdego dnia. Takie podbramkowe na szczęście faktycznie stosunkowo rzadkie ale mechanizmy za nimi stojące nagminne.

 

Teraz już bez żadnej złośliwości, tylko edukacyjnie pytam jakie to są okoliczności, że można przegapić teren zabudowany i nie jest to zwyczajny brak uwagi, zabawa telefonem czy innymi gadżetami w samochodzie.

Opublikowano
20 minut temu, Kyle napisał(a):

@huudyy popatrz jaki ten @janek25 rozgarnięty i przebiegły - on już wie że kłamiesz ;) :hihot:

na niektórych przestaje zwracać uwagę, szkoda klawiatury :E

 

 

9 minut temu, Bono_UG napisał(a):

Ale serio nie kojarzę, żebym gdzieś przekroczył, bo myślałem, że jest inny limit. Jak już mi się zdarza, to mam pełną świadomość, że przekraczam.

o to to to.

Opublikowano
5 minut temu, Bono_UG napisał(a):

Przesadzasz, owszem są miejsca gdzie jest naćkane ale to są miejsca, a nie wszędzie na wszystkich drogach.

Jeżeli z lewej, to nie obowiązuje (zarzucisz miejscem?). Jeżeli zarządca nie dba i znak jest niewidoczny, to nie obowiązuje.

 

Zdarzyć się może po mieście jak jest dużo więcej do ogarnięcia, skupi się na kimś czy nie odwala czegoś głupiego. Na dwupasmówce jak się wyprzedza ciężarówkę, a zarządca nie postawił powtórzenia po lewej.
Ja jeżdżąc na rowerze i wyjeżdżając z lasu czy pola na drogę mogę nie mieć orientacji jakie jest w tym miejscu ograniczenie, bo po prostu takiej informacji nie mam. Ale serio nie kojarzę, żebym gdzieś przekroczył, bo myślałem, że jest inny limit. Jak już mi się zdarza, to mam pełną świadomość, że przekraczam.

Słucham, jak i dlaczego, co to za przypadki i na ile obiektywne, a na ile zwykła nieuwaga kierowcy, która podlega karze?

 

To że nie prowadzę samochodu nie oznacza, że nie jestem świadomym użytkownikiem dróg, że se olewam i jeżdżę jak chcę mając w nosie zasady.
Czy w samochodzie, czy na rowerze, zwłaszcza po mieście trzeba tak samo ogarniać co się w około dzieje, sygnalizację, znaki itp. Jak się jeździ z kimś z przodu to też widać +/- tyle co kierowca, a z przyzwyczajenia przeważnie obserwuję drogę (nie tak uważnie ale jednak, co kiedyś pomogło uniknąć wypadku z motocyklistą).
Widzę też co robią inni, czy raczej czego nie robią i jakie są tego konsekwencje, ile razy muszę kompensować czyjąś nieuwagę.

 

Generalnie po prostu jestem cięty na nieuwagę kierowców, bo przez nią mogę być rozjechany i nie raz na jakiś czas, bo to są wielokrotne zachowania każdego dnia. Takie podbramkowe na szczęście faktycznie stosunkowo rzadkie ale mechanizmy za nimi stojące nagminne.

 

Teraz już bez żadnej złośliwości, tylko edukacyjnie pytam jakie to są okoliczności, że można przegapić teren zabudowany i nie jest to zwyczajny brak uwagi, zabawa telefonem czy innymi gadżetami w samochodzie.

Bongo, widze że mamy podobnie, ile to juz razy był miał wypadek, gdybym jeździł jak wiekszość naszych kierowców.

wiesz, ludzie też to tlumacza roztargnieniem, problemy w domu, problemy z dziecmi, różnie sa juz teraz tłumaczenia 

 

Opublikowano (edytowane)
38 minut temu, Bono_UG napisał(a):

Słucham, jak i dlaczego, co to za przypadki i na ile obiektywne, a na ile zwykła nieuwaga kierowcy, która podlega karze?

Odpowiedź jest w fragmencie, który sam zacytowałeś. Zastosuj się, wróć, pogadamy za pół roku. Żeby zrozumieć musisz dać sobie szansę aby zrozumieć. 

Edytowane przez Suchy211
Opublikowano
12 godzin temu, Camis napisał(a):

Właśnie miałem to wklejać (z faktu). Piraci drogowi czy idioci w togach?

 

"Taką samą karę dostał również dziadek dziecka, który odpowiadał za namawianie rodziców chłopca do składania fałszywych zeznań, tworzył fałszywe dowody i zacierał ślady".

"Najeżdżał na własnych synów. Jego partnerka też doprowadziła autem do śmierci swego dziecka"

"usłyszał zarzut narażenia syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Zastosowano dozór policyjny"

"W związku z jej pobytem na posesji Eugeniusz S. usłyszał kolejny zarzut, tym razem utrudniania postępowania karnego"

 

Dla "sędziów" to są całkowicie przypadkowe przypadki bez powiązań :D Już samo to, że dziadek zwyrodnialec - ojciec bandyty - zacierał ślady po zamordowaniu wnuczka powoduje mega-smród (że wnuczka ma gdzieś). A teraz okazuje się, że bandyta ukrywał przestępczynię która zabiła swoje dziecko w wypadku. Łatwo skojarzyć, że zapewne chciał z nią ułożyć sobie życie (a wtedy tacy lubią pozbywać się zbędnych dzieci). Dziecko zapewne chciał zabić, ale tak by to wyglądało na wypadek, a nie celowo rozflaczyć, w efekcie spudłował. Nawet jeśli się mylę to jest patologia hardcore.

Opublikowano
4 minuty temu, sino napisał(a):

Właśnie miałem to wklejać (z faktu). Piraci drogowi czy idioci w togach?

 

"Taką samą karę dostał również dziadek dziecka, który odpowiadał za namawianie rodziców chłopca do składania fałszywych zeznań, tworzył fałszywe dowody i zacierał ślady".

"Najeżdżał na własnych synów. Jego partnerka też doprowadziła autem do śmierci swego dziecka"

"usłyszał zarzut narażenia syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Zastosowano dozór policyjny"

"W związku z jej pobytem na posesji Eugeniusz S. usłyszał kolejny zarzut, tym razem utrudniania postępowania karnego"

 

Dla "sędziów" to są całkowicie przypadkowe przypadki bez powiązań :D Już samo to, że dziadek zwyrodnialec - ojciec bandyty - zacierał ślady po zamordowaniu wnuczka powoduje mega-smród (że wnuczka ma gdzieś). A teraz okazuje się, że bandyta ukrywał przestępczynię która zabiła swoje dziecko w wypadku. Łatwo skojarzyć, że zapewne chciał z nią ułożyć sobie życie (a wtedy tacy lubią pozbywać się zbędnych dzieci). Dziecko zapewne chciał zabić, ale tak by to wyglądało na wypadek, a nie celowo rozflaczyć, w efekcie spudłował. Nawet jeśli się mylę to jest patologia hardcore.

Jest to niestety bardzo mozliwe z tymi dziecmi w tych wypadkach, a najbardziej w tych, gdzie jada np z kilkoma dziecmi w aucie, a ginie tylko np jedno, a cała reszta, o dziwo bez szwanku

a co do sędziów ... szkoda gadać

Opublikowano
41 minut temu, Bono_UG napisał(a):

Przesadzasz,

Nie tylko naćpane,naćpane niebezpiecznie

 

. Co to są „znaki-mordercy”?

Tym bardzo mocnym określeniem środowisko rowerowe nazywa znaki drogowe, bariery lub słupki, które zostały zaprojektowane i zamontowane bezpośrednio w świetle (czyli na drodze) ścieżki rowerowej lub tak blisko jej krawędzi, że stwarzają śmiertelne niebezpieczeństwo.

Skąd ta nazwa? Nazwa wzięła się stąd, że te znaki dosłownie mogą zabić lub doprowadzić do kalectwa. Rowerzysta porusza się znacznie szybciej niż pieszy (często 20–30 km/h). Zderzenie przy tej prędkości z grubą, stalową rurą wbita w środek asfaltu kończy się tragicznie.

Dlaczego powstają? Wynika to ze skrajnej bezmyślności urzędników i projektantów, którzy „wklejają” znaki w komputerze tam, gdzie kończy się działka miasta, zupełnie ignorując fakt, że na żywo człowiek jadący rowerem po prostu w ten znak uderzy. Zamiast powiesić tarczę znaku na bezpiecznym, bocznym wysięgniku (ramieniu krokwiowym), wbijają prosty słup prosto w drogę, bo tak jest taniej.

Oba te zjawiska to symbole tzw. polskiej szkoły planowania przestrzennego, gdzie biurokracja, przepisy na papierze i oszczędności są ważniejsze niż zdrowy rozsądek i bezpieczeństwo ludzi na ulicy.

Czy zauważyłeś w swojej okolicy więcej takich miejsc, gdzie słupkoza utrudnia przejście, czy częściej trafiasz właśnie na „znaki-mordercy” na trasach rowerowych?

 

 

Dlaczego nie dają wysięgników? (Biurokracja vs Logika)

Wysięgniki są droższe: Standardowy, prosty słupek z montażem kosztuje grosze. Znak na poziomym ramieniu (wysięgniku), który wystawałby nad ścieżkę z bezpiecznego pobocza, wymaga specjalnej, wzmocnionej konstrukcji i jest kilkukrotnie droższy. Urzędnicy wolą zaoszczędzić, nie myśląc o zdrowiu ludzi.

Ślepe trzymanie się przepisów: Projektant widzi w komputerze linię, gdzie kończy się pas drogowy należący do miasta, a zaczyna np. prywatna działka. Żeby nie „wjechać” ze słupkiem na prywatny teren, stawia go chamsko na środku asfaltu dla rowerów, bo w papierach wszystko musi mu się zgadzać co do centymetra.

Co mówi prawo? (Masz twarde dowody na ich błąd)

Zgodnie z polskim prawem budowlanym, każdy taki słupek na środku ścieżki to złamanie tzw. skrajni drogi rowerowej:

Minimalna odległość konstrukcji od krawędzi ścieżki rowerowej musi wynosić 0,5 metra.

Jeśli słupek stoi na środku albo tuż przy linii rozdzielającej (gdzie szerokość od krawędzi tarczy znaku do toru jazdy jest mniejsza niż pół metra), cała ta konstrukcja jest nielegalna i stwarza niebezpieczeństwo.

Opublikowano
4 minuty temu, Suchy211 napisał(a):

Ale to robota dla śledczych nie sędziego. On nie może wydawać wyroków na podstawie domysłów. 

Tu juz nawet nie chodzi o domysły, gość raz już potracił dziecko śmiertelnie, upiekło mu się bo "trauma" . Teraz, znów drugie swoje dziecko, też potracił, słuchaj, plus jeszcze jego partnerka z takimi samymi doświadczeniami, nad tym śledczy powinni bardziej popracowac, by wykluczyc ponad wszelką wątpliwosć celowe działania ojca i tyle.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×
×
  • Dodaj nową pozycję...