Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Przede wszystkim przy dużej prędkości po upadku nie zatrzymamy się szybko, a będziemy szlifować po asfalcie, aż np. głową zatrzymamy się na słupie, krawężniku, barierce albo innym stojącym obiekcie. Ja bym tam wolał mieć wtedy kask. Będę miał zdartą skórę na plerach, rękach, nogach, może złamaną łapę, ale będę żył. Natomiast bez kasku po zatrzymaniu się na słupie jestem roślinka albo dead. 

 

Znajomi których czasem zabieram na lekkie przejażdżki raz na miesiąc albo dwa też nie chcieli nosić kasków. Po obejrzeniu kilku filmików na sadistic z udziałem cyklistów już kask zakładają zawsze ;p.

Edytowane przez babayaga
Opublikowano

Co tu dużo pisać, wystarczy wsiąść na rower i przejechać się jakąś trasą kolarską. Wszyscy jeżdżą w kaskach, a jak ktoś nie ma kasku, to jedzie po bułki do sklepu, na rowerze, którego napęd słychać, zanim go zobaczysz :lol2:

Opublikowano
20 godzin temu, Vulc napisał(a):

Będzie się utrwalać przez regularnie pojawiające się artykuły o obowiązkowym wyposażeniu w przypadku roweru, przez informowanie klientów w sklepie, że kask jest obowiązkowy dla określonej grupy wiekowej, przez kolejne kampanie medialne, gdzie siłą rzeczy również o tym się będzie mówić. Egzekwowane też się pojawi, ale raczej w niezbyt uciążliwej formie. O czym już wspominałem.

Nie będzie. Wyżej pisałem przykłady regulacji, które jakoś nie chcą się utrwalić i są nagminnie łamane, jakoś kampanii informacyjnych nie ma, a sprzedawcy nieoficjalnie jeszcze pomogą ze zdjęciem blokad prędkości lub wprost sprzedają odblokowane i podrasowane.

Z kaskami będzie tak samo, trochę potrąbią w mediach, potem temat ucichnie do kolejnego wypadku śmiertelnego. I tak w kółko jak z każdym tematem związanym z bezpieczeństwem na drogach.

 

Edukacja, kampanie informacyjne dadzą dużo więcej niż martwy przepis, byle były konsekwentne, a nie od przypadku do przypadku i na pałę.

20 godzin temu, Vulc napisał(a):

Jak bałagan prawny? Nieustannie podajesz jakieś absurdalne argumenty przeciwko sprawie w gruncie rzeczy bardzo prostej. Piszesz o pudrowaniu tematu, ale równocześnie nie proponujesz żadnej alternatywy na "rozwiązanie źródła problemu". A są nim bardzo często brak doświadczenia czy zwykła, młodzieńcza głupota. Powodzenia w próbie ich wyeliminowania. Zamiast więc rzucać po raz kolejny takimi banałami, zaproponuj w końcu coś innego.

No normalnie bałagan. Jeżeli jest przepis, który wszyscy olewają, łącznie z tymi co mają pilnować jego przestrzegania, to taki przepis jest zbędny. Prawo swoje, życie swoje to jest właśnie bałagan, przyzwyczajanie, że przepisy to tylko sugestia. Mam cię za dorosłego, więc chyba rozumiesz do czego takie podejście prowadzi i nie muszę się rozpisywać?

 

Przecież pisałem.

Podstawa to egzekwowanie istniejących regulacji, w tym wypadku limitów prędkości, mocy itp. tych wszystkich elektrycznych wynalazków. Przecież te śmiertelne wypadki, w większości to właśnie kwestia zapieprzania ponad limit, przy przepisowych 20km/h trzeba mieć już ogromnego pecha, żeby się zabić, łatwiej opanować pojazd, więcej czasu na reakcję na sytuację na drodze.

Drugą rzeczą jaką podawałem, to po prostu limit wieku na jazdę z silnikiem. Zdaje się, że gdzieś to w mediach zaczyna się pojawiać i ma to dużo większy sens niż kaski, bo eliminują przyczynę, a nie tylko skutki części poważnych urazów. W tym materiale Uwaga z sąsiedniego tematu sensownie to pokazali, że wypadki komunikacyjne to przede wszystkim połamane kończyny i obrażenia wewnętrzne, urazy głowy nie są na szczycie i to ze wskazaniem na najczęstsze urazy w obrębie części twarzowej, szczęki, które standardowymi kaskami nie są osłonięte (ta ustawa to zdaje się, że nie nakazuje jazdy w pełnych kaskach).

 

Głębsze działania to generalnie egzekwowanie przepisów, edukacja i jeszcze raz edukacja (bez tego kultura na drogach nie poprawi się), ostatecznie odpowiednio budowana infrastruktura.

To są te 3 filary bezpieczeństwa o które trzeba zadbać i które są podstawą bezpiecznych dróg, a nie nakaz noszenia styropianu.

20 godzin temu, Vulc napisał(a):

O czym mam pisać w tym kontekście?

O fizyce upadku, jak się rozkładają siły itp.

Już o tym wspominałem, że testy są robione przy prędkości około 20km/h, bo to prędkość głowy spadającej z tych niecałych 2m. Najprościej jak się da - taka jest prędkość pionowa upadku i pod nią się projektuje kaski rowerowe, nie pod przywalenie z baranka.
Jak nie zapomnę to chyba odkurzę wiedzę z norm dla kasków, sposobów ich testowania itp. bo być może coś się przez ostatnią dekadę zmieniło (choć jak wczoraj zerknąłem na szybko to raczej nie).

 

Z tego co piszesz, to mam wrażenie, że patrzysz na uderzenie jakby zawsze się leciało na ścianę i wtedy faktycznie im wyższa prędkość, tym większe przeciążenie przy uderzeniu.

Tyle że większość upadków to uderzenie głową o ziemię i tutaj prędkość poruszania się nie ma kompletnie znaczenia na siłę tego uderzenia. Ma za to wpływ na powstające siły skrętne wynikające z tarcia o podłoże i tu standardowy kask ma negatywny wpływ, bo zwiększa średnicę głowy i daje większą dźwignię do skrętu (plastikowa "śliska" powłoka trochę kompensuje ale dopiero mips i podobne systemy robią to faktycznie dobrze). Te siły skrętne powodują zarówno obrażenia mózgu, jak i karku, są równie niebezpieczne co przywalenie na wprost, jeśli nie bardziej.

15 godzin temu, babayaga napisał(a):

Przede wszystkim przy dużej prędkości po upadku nie zatrzymamy się szybko, a będziemy szlifować po asfalcie, aż np. głową zatrzymamy się na słupie, krawężniku, barierce albo innym stojącym obiekcie.

W końcu ktoś zaczyna łapać.

Jedyny błąd, to większość takich upadków nie kończy się na przeszkodzie, bo tarcie o ziemię jest na tyle duże, że się wcześniej wyhamuje. Po prostu ani ubrania, ani skóra nie mają takiego poślizgu jak np. kombinezon motocyklowy. Prędkości też zazwyczaj nie są na tyle duże, żeby hamowanie trwało nie wiadomo ile. Wystarczy przejrzeć trochę wywrotek szosowców.

20 godzin temu, Vulc napisał(a):

Ma znaczenie, więc możemy tak się kontrować do końca roku. Ty podajesz przykłady, kiedy znaczenia nie ma, ale są przypadki kiedy znaczenie ma, i takie przykłady podawałem. Przykład z byciem staranowanym od tyłu jest skrajnie bezsensowny, jaki to ma związek z czasem reakcji? Tutaj nie ma żadnej reakcji, bo "dowiadujesz się" o jej potrzebie najczęściej już po fakcie. Jeśli nagle z podwórza wyskakuje ci samochód, masz znacznie większą szansę zatrzymać się przed nim będąc na nogach, niż jadąc 15-20 km/h. Lub uniknąć upadku, niosącego większe bądź mniejsze konsekwencje. Ponownie dorabiasz ideologię do prostej kwestii. Świadomie podejmowane ryzyko? To tylko kolejny punkt za tym, aby jednak ten kask był.

Jeszcze raz.

To co piszesz jest czasem reakcji na uniknięcie wypadku, co nie ma kompletnie znaczenia w kontekście tego czy kask pieszym potrzebny czy nie.

Mi chodzi o to jaki jest czas reakcji jak już się leci, na wystawienie rąk, zasłonięcie głowy, przekręcenie się, przeturlanie. Tutaj nie ważne czy idziesz, biegniesz, jedziesz rowerem, hulajnogą, na rolkach, generalnie czasu masz tyle samo i skutki przywalenia głową będą takie same.

 

Są sytuacje kiedy ma się jakiś wpływ, czas na uniknięcie ale też jest masa, gdzie nie ma się kompletnie, czy wręcz odruchowo jest się paraliżowanym. Tu tak samo nie ma znaczenia czy jedziesz rowerem, czy idziesz, bo nie masz wpływu na to że ktoś jedzie jak debil i cię potrąci.

Codziennie piesi giną na drogach i wiele tych zgonów można by uniknąć gdyby mieli kaski.

Dlatego jeszcze raz pytam, skąd tak twarde przekonanie, że ryzyko urazu głowy na rowerze jest tyle razy wyższe niż na piechotę, skoro mechanizm upadku jest w zasadzie ten sam, niezawinione ryzyko też. Mi wychodzi, że to kwestia czysto kulturowa, że utarło się, że rower jest niebezpieczny i nikt nie patrzy na fakty, statystyki, nie szacuje ryzyka. Jeszcze wyraźniej to widać jak się popatrzy na kulturę duńską, jak się zapyta dlaczego nie jeżdżą w kaskach, a tym bardziej nie chcą do tego zmuszać.

 

Tak już na marginesie, co sądzisz o kaskach do nauki chodzenia? Sensowne, czy absurd? Tylko z wyjaśnieniem dlaczego (dla mnie bzdura ale argumenty zostawię na potem).

18 godzin temu, Klakier1984 napisał(a):

Podążając za AI 

 

No to AI musi wrócić do szkoły, bo kompletnie nie rozumie zagadnienia. Szkolny wzór na prędkość końcową swobodnego upadku: sqrt(2g*h).

W kontekście kasków, głowa spada z wysokości niecałych 2m, tyle ile kto ma wzrostu +/- pozycja na rowerze, hulajnodze, wysokość butów. Czy się jedzie 10km/h, czy 50km/h to głowa spada z tej samej wysokości, więc siła uderzenia o podłoże jest taka sama.

15 godzin temu, DITMD napisał(a):

Co tu dużo pisać, wystarczy wsiąść na rower i przejechać się jakąś trasą kolarską. Wszyscy jeżdżą w kaskach, a jak ktoś nie ma kasku, to jedzie po bułki do sklepu, na rowerze, którego napęd słychać, zanim go zobaczysz :lol2:

I patrz pan, nikt ich do tego nie zmuszał, sami założyli, więc po co to ten nakaz wprowadzać?

O to się w tej dyskusji przede wszystkim rozchodzi.

Opublikowano (edytowane)
5 godzin temu, Bono_UG napisał(a):

Nie będzie. Wyżej pisałem przykłady regulacji, które jakoś nie chcą się utrwalić i są nagminnie łamane, jakoś kampanii informacyjnych nie ma, a sprzedawcy nieoficjalnie jeszcze pomogą ze zdjęciem blokad prędkości lub wprost sprzedają odblokowane i podrasowane.

Z kaskami będzie tak samo, trochę potrąbią w mediach, potem temat ucichnie do kolejnego wypadku śmiertelnego. I tak w kółko jak z każdym tematem związanym z bezpieczeństwem na drogach.

 

No normalnie bałagan. Jeżeli jest przepis, który wszyscy olewają, łącznie z tymi co mają pilnować jego przestrzegania, to taki przepis jest zbędny. Prawo swoje, życie swoje to jest właśnie bałagan, przyzwyczajanie, że przepisy to tylko sugestia. Mam cię za dorosłego, więc chyba rozumiesz do czego takie podejście prowadzi i nie muszę się rozpisywać?

 

Przecież pisałem.

Podstawa to egzekwowanie istniejących regulacji, w tym wypadku limitów prędkości, mocy itp. tych wszystkich elektrycznych wynalazków. Przecież te śmiertelne wypadki, w większości to właśnie kwestia zapieprzania ponad limit, przy przepisowych 20km/h trzeba mieć już ogromnego pecha, żeby się zabić, łatwiej opanować pojazd, więcej czasu na reakcję na sytuację na drodze.

Drugą rzeczą jaką podawałem, to po prostu limit wieku na jazdę z silnikiem. Zdaje się, że gdzieś to w mediach zaczyna się pojawiać i ma to dużo większy sens niż kaski, bo eliminują przyczynę, a nie tylko skutki części poważnych urazów. W tym materiale Uwaga z sąsiedniego tematu sensownie to pokazali, że wypadki komunikacyjne to przede wszystkim połamane kończyny i obrażenia wewnętrzne, urazy głowy nie są na szczycie i to ze wskazaniem na najczęstsze urazy w obrębie części twarzowej, szczęki, które standardowymi kaskami nie są osłonięte (ta ustawa to zdaje się, że nie nakazuje jazdy w pełnych kaskach).

 

Z tego co piszesz, to mam wrażenie, że patrzysz na uderzenie jakby zawsze się leciało na ścianę i wtedy faktycznie im wyższa prędkość, tym większe przeciążenie przy uderzeniu.

Tyle że większość upadków to uderzenie głową o ziemię i tutaj prędkość poruszania się nie ma kompletnie znaczenia na siłę tego uderzenia. Ma za to wpływ na powstające siły skrętne wynikające z tarcia o podłoże i tu standardowy kask ma negatywny wpływ, bo zwiększa średnicę głowy i daje większą dźwignię do skrętu (plastikowa "śliska" powłoka trochę kompensuje ale dopiero mips i podobne systemy robią to faktycznie dobrze). Te siły skrętne powodują zarówno obrażenia mózgu, jak i karku, są równie niebezpieczne co przywalenie na wprost, jeśli nie bardziej.

 

To co piszesz jest czasem reakcji na uniknięcie wypadku, co nie ma kompletnie znaczenia w kontekście tego czy kask pieszym potrzebny czy nie.

Mi chodzi o to jaki jest czas reakcji jak już się leci, na wystawienie rąk, zasłonięcie głowy, przekręcenie się, przeturlanie. Tutaj nie ważne czy idziesz, biegniesz, jedziesz rowerem, hulajnogą, na rolkach, generalnie czasu masz tyle samo i skutki przywalenia głową będą takie same.

 

Dlatego jeszcze raz pytam, skąd tak twarde przekonanie, że ryzyko urazu głowy na rowerze jest tyle razy wyższe niż na piechotę, skoro mechanizm upadku jest w zasadzie ten sam, niezawinione ryzyko też. Mi wychodzi, że to kwestia czysto kulturowa, że utarło się, że rower jest niebezpieczny i nikt nie patrzy na fakty, statystyki, nie szacuje ryzyka. 

 

Tak już na marginesie, co sądzisz o kaskach do nauki chodzenia? Sensowne, czy absurd? Tylko z wyjaśnieniem dlaczego (dla mnie bzdura ale argumenty zostawię na potem).

Jest różnica między nie będzie się utrwalać, a będzie się utrwalać, ale będzie też nagminne łamane. Tego nie da się w żaden sposób przeskoczyć. Ja więc uważam, że taka próba ma sens i przede wszystkim nikomu nie zaszkodzi. A jeśli pomoże ochronić kilka głów, to tym lepiej.

 

Jest mnóstwo przepisów ignorowanych przez ludzi, a przecież u podstaw sensownych, choćby kwestia oświetlenia w rowerze. Pisałem też wielokrotnie, że egzekwować takie prawo można i pewnie na początku tak właśnie by to wyglądało, aby wzmocnić przekaz. Ciężko spodziewać się jednak masowych zatrzymań 10-latków bez kasków. Nie, nie uważam, że spowoduje to jakikolwiek bałagan, bo sam przepis jest jasny i zrozumiały. Tak jak setki innych przepisów, których się nie respektuje, bo ludzie wiedzą lepiej. Daruj sobie więc rozpisywanie się, a tym bardziej płytkie przytyki o wieku. 

 

Tak, pisałeś. Rzucasz, edukacją, edukacją i jeszcze raz edukacją, czyli samymi ogólnikami. Zresztą wspominałem (nie raz...), że sam przepis - w połączeniu właśnie z edukacją - miałby moim zdaniem większą siłę przebicia. I tyle. Możesz teraz napisać po raz szósty, że się z tym nie zgadzasz. Nie mam zamiaru po raz szósty się powtarzać. Dla mnie zwykła edukacja bez tego elementu, zwyczajnie się nie sprawdza. Limit wieku na jazdę z silnikiem czy infrastruktura, to jak najbardziej ma sens. Tylko patrząc choćby na infrastrukturę rowerową w mojej okolicy, której z przyczyn niezależnych nikt raczej nie przeorganizuje, tylko uzasadnia ona potrzebę jazdy w kasku.

 

Masz takie wrażenie, bo widocznie nie potrafisz przeczytać prostego fragmentu ze zrozumieniem.

 

No i nie doszliśmy najwyraźniej, bo zgodziłem jak najbardziej, że nie wszystkie wypadki takie są, ale podkreśliłem, że "takie się zdarzają".

 

Oczywiście, że prędkość ma znaczenie. Nie we wszystkich przypadkach, ale ma. Jak sam napisałeś, większość uderzeń nie jest "z baranka", ale się takie zdarzają. Jesteś w stanie przewidzieć jak upadniesz?

 

Co dokładnie jest tutaj niezrozumiałego? Pisanie więc, że prędkość nie ma znaczenia jest, łagodnie mówiąc, mocno nieprecyzyjne. Mówiąc wprost, jest bzdurą. Możesz nadal lawirować wokół tego faktu tak długo jak tylko masz ochotę. Podobnie jak wyżej, nie mam zamiaru powtarzać się po raz wtóry w tak prostej kwestii.

 

Jeszcze raz zatem, czas reakcji:

 

Tak, miałem na myśli czas reakcji na nieprzewidziane wydarzenia, na przykład wybiegające zwierzę, pieszy, samochód, etc.

 

O tym pisałem i w kontekście mojej początkowej wypowiedzi, nie ma żadnego znaczenia o jakim czasie reakcji piszesz Ty. Ponownie, lawirowanie i odwracanie kota ogonem. 

 

Dlaczego tak uważam? W swoim życiu upadałem dużo częściej na rowerze niż na piechotę (sumarycznie, pieszo poruszam się znacznie częściej), a nie uważam się za "jednośladowego szaleńca" i nawet nie wliczam w to zawodów rowerowych, w których biorę udział. Zostałem lekko potrącony przez samochód na przejeździe rowerowym. Byłem świadkiem dwóch nieprzyjemnych upadków na rowerze. Pracowałem kiedyś z osobą, która straciła córkę w bardzo "niefortunnym" wypadku rowerowym. Przykłady anegdotyczne? Jak najbardziej, ale nie mając bardzo precyzyjnych statystyk, są to odpowiedzi na Twoje pytanie dlaczego tak uważam. Przy czym zwrot "tyle razy wyższe" jest wyolbrzymieniem. Po prostu wyższe, celowo nikt chyba nie operuje w tej dyskusji cyframi. Podobnież pisanie "rower jest niebezpieczny", to płytkie przekłamanie, bo takie stwierdzenie tutaj nie padło. Na pewno nie z moich "ust". Mimo tego regularnie rzucasz podobnymi tekstami, mającymi w założeniu wzmocnić przekaz, bo innego celu w tym nie widzę.

 

Kaski do nauki chodzenia? Zbędne, wręcz szkodliwe. Dziecko, w tak wczesnym okresie swojego życia, musi się uczyć określonych odruchów, koordynacji, balansu ciałem, częścią tego są też upadki. Całość odbywa się najczęściej w bezpiecznym, kontrolowanym środowisku, pod okiem rodziców, a ewentualne upadki mają znacznie łagodniejsze skutki. Związek z omawianym tematem bliski zeru. 

 

Runda bonusowa, bo jak wiadomo lubisz ściany tekstu:

 

Spoiler

AI.thumb.jpg.bba76ca9166327a957ac7d646bffe7d9.jpg

 

 

Tak całkiem bez złośliwości, te AI też do szkoły? W zasadzie każde, w które można wpisać "czy się jedzie 10km/h, czy 50km/h to głowa spada z tej samej wysokości, więc siła uderzenia o podłoże jest taka sama."?

Edytowane przez Vulc
Opublikowano
20 godzin temu, Vulc napisał(a):

Dla mnie zwykła edukacja bez tego elementu, zwyczajnie się nie sprawdza.

No to krótko - jakim cudem bez tego nakazu prawnego, odsetek ludzi jeżdżących w kaskach przez ostatnie 10 lat u nas wzrósł?
Jeżeli to nie jest efekt edukacji, to czego?

20 godzin temu, Vulc napisał(a):

Tak całkiem bez złośliwości, te AI też do szkoły?

Oczywiście że tak, bo pisze bzdury przez mocne uproszczenie sprawy (jak przy większości pytań jak się nie doprecyzuje i nie dociśnie, to nie wyrocznie, żeby ślepo ufać). Operuje wyłącznie na wartościach skalarnych, gdy prędkość, pęd, siły są wartościami wektorowymi, mają nie tylko wartość ale i kierunek, zwrot.

Bot sobie swobodnie sumuje prędkości/pędy pionowe z poziomymi i twierdzi, że obie składowe jednakowo się rozpraszają w momencie upadku.

 

Tak jak pisałem, to trzeba rozpatrywać oddzielnie.

Ze składowej pionowej masz siłę uderzenia o podłoże, to ona spowoduje odkształcenie czy nawet pęknięcie kasku.
Składowa pozioma rozprasza się przez tarcie o podłoże, to nie jest uderzenie, tu powstają siły skrętne, ciepło.

 

Jak chcesz się pobawić to można poeksperymentować z jajkiem.
Pchniesz je po blacie, to się o ten blat nie rozbije, choćbyś to zrobił z całej siły (z umiarem, żeby w ręce i przy łapaniu nie uszkodzić). Upuścisz z kilku cm i skorupka pęka.

21 godzin temu, Vulc napisał(a):

Przykłady anegdotyczne? Jak najbardziej, ale nie mając bardzo precyzyjnych statystyk, są to odpowiedzi na Twoje pytanie dlaczego tak uważam.

Nic nie mam do prywatnych przekonań o niebezpieczeństwie, to są indywidualne sprawy i podstawa do osobistego wyboru czy kask złożyć czy nie, czy zakładać swoim dzieciom, czy przekonywać rodzinę, znajomych.
Jednak jeżeli rozmawiamy o prawie, o sensowności jego wprowadzania bądź nie, to wypadałoby jednak opierać się na tych statystykach i faktach, a nie na osobistych emocjach.
Gdybym miał na swoich doświadczeniach, to najmocniej rozbitą głowę miałem w domu, łącznie z szyciem. Zatem chyba musiałbym optować za wprowadzeniem nakazu noszenia kasków w domu :blant:

 

Pisałem już, że skoro są kraje z nakazem, są kraje bez nakazu, to jest podstawa do analizy jak to wygląda u innych, co się zmieniło po wprowadzeniu nakazu. Czy to faktycznie przynosi dobre rezultaty, czy tylko pozorne, długofalowo, czy chwilowo. Do tego analiza ile jest wypadków danego typu, ile urazów głowy i jak ciężkich, szacunki na ile kaski i jakie by pomogły. Na koniec zważenie ile z tego będzie korzyści, a jakie będzie trzeba ponieść koszty.

To jest kultura i porządek prawny, tak działają cywilizowane kraje. Biegunka legislacyjna, bo media nagłośniły kilka spraw, to jest przeciwieństwo tego, robienie bałaganu dla korzyści politycznych, bo trzeźwego myślenia i faktycznej troski o bezpieczeństwo w tym nie ma.

 

Ja wolę się wzorować na krajach o wyższej kulturze na drogach, takich jak Niemcy, Holandia, Dania, gdzie działa się systemowo, a nie na łapu capu. Warto czerpać wiedzę i kulturę od najlepszych, przyjrzeć się dlaczego nie wprowadzają takiego obowiązku, dlaczego przeciętny rowerzysta nie rozważa zakładania.

 

21 godzin temu, Vulc napisał(a):

Kaski do nauki chodzenia? Zbędne, wręcz szkodliwe. Dziecko, w tak wczesnym okresie swojego życia, musi się uczyć określonych odruchów, koordynacji, balansu ciałem, częścią tego są też upadki. Całość odbywa się najczęściej w bezpiecznym, kontrolowanym środowisku, pod okiem rodziców, a ewentualne upadki mają znacznie łagodniejsze skutki. Związek z omawianym tematem bliski zeru.

No to w jednym się zgadzamy. Dodałbym jedynie, że ból rozbitej głowy jest potrzebnym czynnikiem nauki, że warto się bronić przed uderzaniami.

Związek jest, bo zwolennicy takich wynalazków podają identyczne argumenty jak w przypadku zwolenników kasków rowerowych, że trzeba chronić głowę dzieci, że zdarzają się wypadki, poważne urazy itd.

Opublikowano

Miałem pogrzebać w normach kasków.

W Europie obowiązuje EN 1078 i EN 1080 (dziecięce, ale praktycznie identyczna). Obecnie zdaje się że w wersji 2012 A1-2012 (nie znalazłem nowszej).

Link z którego korzystałem: https://www.aqjkfh.com/uploads/file/BS EN 1078-2012+A1-2012自行车.pdf

Jak ktoś nie ufa takiej randomowej stronie to trzeba szukać i dogrzebywać się do tekstu, bo niestety nie jest on łatwo dostępny, czy wręcz płatny. Ja szukałem po: "EN 1078" full text

 

Norma określa właściwości materiałów, pole widzenia, wytrzymałość mocowania i na starzenie, no i to o czym dyskutujemy czyli absorpcja uderzeń.

Tekst jest dosyć uproszczony, nie ma wielu szczegółów technicznych, w zasadzie zbiór założeń i sposobów testowania. Można wręcz powiedzieć, że zbyt prosty i dający zbyt dużą swobodę.

 

Sednem dla naszej dyskusji jest część o odporności na uderzenia:

Cytat

The helmet shall give protection to the forehead, rear, sides, temples and crown of the head.
When tested in accordance with 5.3 and 5.4 the peak acceleration shall not, for each impact, exceed 250 g for the velocity of 5,42 m/s on the flat anvil, and 4,57 m/s on the kerbstone anvil.

Czyli ma zapewniać ochronę przed poważnymi obrażeniami przy uderzeniu z prędkością 19,5km/h w płaską powierzchnię (czy to asfalt, czy ściana) lub 16,5 km/h w kant (krawężnik itp.).

To jest to minimum, które musi zostać spełnione żeby dopuścić do obrotu na terenie EU. Można zatem założyć że najtańsze konstrukcje dają tylko tyle.

Nie ma tutaj gwarancji, że przy większej prędkości kask spełni swoje zadanie. Zatem ten nakaz kasków nic nie zmieni, bo kto jeździ spokojnie to mało prawdopodobne, żeby się wyłożyć, a jak leje na normy to jedzie tymi elektrycznymi wynalazkami powyżej prędkości przewidzianymi dla kasków.

 

Snell B-90 w bardzo podobny sposób opisuje, choć nieco dokładniej definiuje warunki testów. Przyjmują 300g jako normę wytrzymałości: https://smf.org/standards/pdf/b90astd.pdf

Nowsza proponowana (nie wiem czy weszła) dodaje testy rotacyjne, czyli uderzenie w powierzchnię skośną. Normy na przeciążenie są bardziej restrykcyjne 243-275g w zależności od kształtu głowy manekina (być może typu kasku), prędkość też jest zróżnicowana, dodatkowo ze względu na powierzchnię uderzenia (zaokrąglona -> mniejsza). https://smf.org/standards/b/B2024 Draft_10k_V1_11-27-23.pdf

Jak ktoś chce więcej, to cały zestaw norm: https://smf.org/stds

 

Trochę jako ciekawostka norma na kaski DH - F1952-15 wcale nie zakłada dużo wyższych prędkości uderzenia, to nadal w granicach 22km/h: https://helmets.org/f1952standard.htm

 

 

Jeszcze ciekawostka o wadze kasków. Chciałem zerknąć na naklejki z normami i stary wydawał mi się jakiś ciężki w ręce.

Nowy na naklejce 330g, na wadze 350g.

Stary na naklejce 340g, na wadze 400g - nie dziwne że mi tak ciążył po przesiadce z jakiegoś ważącego <300g.

 

Nie lubię wrzucać filmów ale mimo wszytko warto poznać opinie z bardziej cywilizowanych krajów dlaczego nie używają kasków:

 

Kolejny, gdzie nie ze wszystkimi tezami się zgodzę ale pada tam kilka istotnych rzeczy:

- indywidualna ocena ryzyka, jeździsz po bezpiecznej okolicy, nieagresywnie to pewnie kask się nie przyda, jeździsz bardziej dynamicznie, w środowisku z większym ryzykiem to warto rozważyć kask

- była wrzutka o statystykach ryzyka urazów głowy ale trzeba by głębiej pogrzebać na ile wiarygodna, intro ironicznie obrazuje te ryzyka

 

 

To jest to na co zwracają uwagę organizacje rowerowe, że należy dążyć do ogólnego bezpieczeństwa na drogach, eliminować ryzyko wypadków, a nie walczyć z częścią skutków tych wypadków.

Nakaz kasków nie eliminuje braku uwagi, brawury. Jedynym działaniem jest edukacja i egzekwowanie poprawnego zachowania na drogach.

Opublikowano

Dla mnie takie filmiki to abstrakcja ;). Tzn te prędkości z jakimi jeżdżą ci ludzie. Wszystko zależy na jakim terenie się mieszka. U mnie o płaski teren ciężko. Albo zjazd albo podjazd. Ciężko przejechać 1km by nie trafić na choć jedeno nachylenie +6%, a takich +15% w odległości 20km od mojego domu jest sporo. Mieszkam niedaleko Jury. Więc nawet starsze osoby na składakach sprzed 30 lat jadą spokojnie +30km/h z takich zjazdów. Ja zjazdów nie lubię, nie mam techniki wejścia w zakręt, więc często hamulec w użyciu, a na każdym wyjściu na rower czy to spokojna jazda czy mocna, to prędkość max mam zawsze ponad 60km/h. Max jechałem 81 i to na gravelu jeszcze wtedy bez pozycji aero, a na stravie jak widzę ludzie tam mają po 96-98 km/h. Te górki nie są długie, często 200-700 metrów, ale wystarczy żeby się mocno rozpędzić nawet gdy się tego nie chce.

 

Jak ktoś sobie jedzie max 10km/h to kask mu się w zdecydowanej większości przypadków nie przyda, ale tu gdzie mieszkam to tak jeżdżą tylko pod górkę, albo na osiedlu po chodniku wokół bloku.

 

Ja na szczęście nie czuję kasku na głowie w ogóle. Łapię się na tym że go mam, gdy chcę się podrapać. Ale jestem przyzwyczajony, bo w robocie muszę nosić kask 8h. A ten na rower mam ponad 2x lżejszy i sporo wygodniejszy.

Opublikowano

I czy twoje warunki terenowe mają być podstawą do ogólnego nakazu kasków? :Up_to_s:

Zostawmy to każdemu do decyzji, a kilka rozwalonych głów przecież nas nie boli.

 

Te prędkości, to norma w miastach, czyli tam gdzie jeździ najwięcej ludzi i dochodzi do największej liczby wypadków.

U mnie w Gdańsku są górki i można bez wysiłku zjeżdżając z górnego tarasu osiągnąć 40-50km/h. Jednak większość ludzi i tak porusza się po płaskiej dolnej części miasta i jeżdżą przeważnie w granicach 20km/h.

52 minuty temu, babayaga napisał(a):

Ale jestem przyzwyczajony, bo w robocie muszę nosić kask 8h.

Chociaż jakiś sensowny, czy najzwyklejszy, najtańszy byle odhaczyć wymogi BHP?

U mnie czasami trzeba wejść na hale produkcyjną to dali wszystkim najtańsze co było typu plastikowy nocnik. 8h byłoby ciężko wysiedzieć.

Opublikowano (edytowane)
W dniu 24.07.2025 o 19:43, Vulc napisał(a):

Wiem, ale w tym terminie nie dam rady wygospodarować dwóch dni. Dwóch, bo nawet krótsza trasa, czyli 180 km/4k przewyższeń, to zdecydowanie za dużo dla mnie jak na jeden dzień. Ultra nigdy nie jeździłem, takie zawody wymagają trochę innego przygotowania, którego zwyczajnie nie mam. Dlatego na razie skupię się na zakresie 100-150.

Kurde, jak to Tobie napisałem to zacząłem myśleć (niepotrzebnie) i wymyśliłem tak, że się zapisałem.

 

Czego się nauczyłem:

1. gravel w górach nie ma nic wspólnego z gravelem gdzie indziej

2. nie lubię zjazdów szosą, nienawidzę zjazdów gravelowych

3. górskie podjazdy singlem na gravelu bolą x10 (Jagniątków)

4. pancerne Tufo Thundero HD 48 poddały się 4 razy. Zabranie 150ml mleka było dobrym posunięciem

 

Umarłem po 50 kilometrze. Potem jeszcze 50 km jechałem martwy i na pierwszym popasie dałem sobie spokój bo minęło 9h i do tego zanosiło się na deszcz. Zrobiłem 104km i 2050m w górę. Najbardziej bolały mnie dłonie i przedramiona od hamowania :P Przepusty na zjazdach gruntowych zazwyczaj wystają więc do trzymania toru jazdy dochodzą bunny hopy co kilka metrów albo jazda ciągle na hamulcu bo wjazd na przepust 40km/h to zły pomysł. Na te 190km trzeba było zabrać zapasowe klocki hamulcowe, nawet na sucho. Oponę przednią przebiłem 3 razy (mleko sikało), tylną raz. Ruszyłem na trasę z ciśnieniem 1.7 przód i 2.0 tył, nie miałem nic do mierzenia ciśnienia w trasie ale przestały się dziurawić jak zeszło powietrze przez dziury a przód za 3 razem zupełnie spuściłem powietrze, dolałem mleka i pompką ręczną napompowałem ale tak na granicy komfortu. Na koniec miałem 1.0 przód i 1.5 tył. Podjazdy na drogach wysypanych żwirem, łupkami skalnymi itp. czasem są niewykonalne. Leżysz na kierownicy żeby nie lecieć na plecy to tylne koło nie łapie trakcji. Na trasie były dwie sekcje singlii, jedną zaliczyłem. Do Jagniątkowa (pasmo Olbrzymy) przyjeżdża się pozjeżdżać na singlach......ja podjeżdżałem...Wcześniej jeszcze zjechałem z Jakuszyc singlem ale to wyparłem. 

 

Bardzo się cieszę, że tam pojechałem. 

 

Tak, że jak ktoś chciał by spuścić sobie wpierdziel to polecam. Organizacja imprezy 5/5, obsługa 5/5, współzawodnicy 5/5. Widoki jak zawsze w izerach, niesamowite. 

 

Legendą zostanie dla mnie zawodnik, który na dystansie 350km rozwalił, przerzutkę. Pociągiem pojechał po drugą, wrócił, wymienił i pojechał dalej.

 

Odrodzenie

A0pp4bG.jpg

 

m7s4RNq.jpg

 

Nagroda pocieszenia

l0bRaLW.jpg

Edytowane przez ernorator
  • Like 1
  • Upvote 2
Opublikowano

No panowie, lowelek już z powrotem u mnie. Chyba najlepiej będzie rozpisać dramę chronologicznie:

Sobota: przy czyszczeniu łożysk zauważam Strasznie Podejrzaną Rysę na widelcu. Robię zdjęcia, wysyłam do Treka.
Poniedziałek: Trek odpowiada na maila, prosi o podrzucenie roweru do jednego z najbliższych sklepów/warsztatów z nimi współpracujących na inspekcję.
Wtorek: rower w sklepie, najbliższy termin na inspekcję: sobota.
Sobota: dostaję info że według mechaników w sklepie Strasznie Podejrzana Rysa to nie pęknięcie, ale profilaktycznie wysyłają zdjęcia do Treka.
Poniedziałek: Trek odpowiada na maila mechanikom że profilaktycznie wymienią widelec na nowy.
Piątek: widelec przybywa.
Sobota: mechanicy go wymieniają, rower do odbioru.

Ogólnie ocena dla Treka chyba bardzo, bardzo pozytywna, co?

Opublikowano

No, myślę że zachowali się elegancko. Przy okazji obejrzałem sobie na żywo Madone gen 8...ale toto jest wychudzone, delikatne! Wygląda jakby gen 7 się naoglądało Tiktoka i zachorowało na anoreksję. 2 lata temu płaski grubas był łareło. Nagle rok temu grubas schudł, stał się patyczakiem i dalej jest łareło? Producenci gonią własny ogon w wymyślaniu nowych modeli.

Opublikowano (edytowane)

W piątek z żoną i naszymi Meridami Crossway 15, wybieramy się pociągiem do Nowego Targu na Velo Dunajec i Velo Czorsztyn. Pierwsza taka wyprawa. Do tej pory trasy okołowarszawskie. Życzcie powodzenia. 

Edytowane przez Lypton
  • Like 2
Opublikowano (edytowane)

Maj, czerwiec i lipiec to kompletna padaka, słonecznych, pięknych dni można było policzyć na palcach, lata w tym roku praktycznie jeszcze nie było, ale to żadne tłumaczenie, dopóki mocno nie pada, to się wsiada na rower i zapierdala. Swoja drogą, może ktoś polecić jakieś dobre świateło na nocne jazdy? Jedyny warunek dla lampionu, to żeby można było to zamontować na uchwycie GoPro, bo chcę to mieć pod Wahoo. 

Edytowane przez DITMD
Opublikowano
W dniu 5.08.2025 o 09:01, ernorator napisał(a):

Bardzo się cieszę, że tam pojechałem. 

I to najważniejsze :thumbup:
Trasa ciężka, z przygodami ale potem najlepiej się wspomina właśnie te najcięższe.

W dniu 5.08.2025 o 09:01, ernorator napisał(a):

pancerne Tufo Thundero HD 48 poddały się 4 razy

To może dobrze, że nie udało mi się ich wcisnąć na koła.

W dniu 5.08.2025 o 14:45, babayaga napisał(a):

Między innymi za takie coś człowiek dopłaca więcej, biorąc rower dobrej marki.

Z jednej strony tak, z drugiej jak coś ci się zużyje to płacisz dużo więcej.
Ostatnio musiałem wymienić bębenek w bontragerowym kole bo się zjechał gwint. Nowy oryginał to 480zł (dt350 chodzą po 250zł) - za tyle można w zasadzie nową dobrą piastę kupić. Mi się udało dostać używkę w przyzwoitym stanie za 150.

Gdybym się nie przymierzał do wymiany kół (stare zostaną pewnie na zimę), to bym pewnie po prostu wymienił piastę.

Opublikowano (edytowane)
W dniu 31.07.2025 o 16:40, Bono_UG napisał(a):

No to krótko - jakim cudem bez tego nakazu prawnego, odsetek ludzi jeżdżących w kaskach przez ostatnie 10 lat u nas wzrósł?
Jeżeli to nie jest efekt edukacji, to czego?

A czy pisałem gdzieś, że edukacja nie działa w ogóle? Działa, ale można cały proces dodatkowo przyśpieszyć. 

W dniu 31.07.2025 o 16:40, Bono_UG napisał(a):

Oczywiście że tak, bo pisze bzdury przez mocne uproszczenie sprawy (jak przy większości pytań jak się nie doprecyzuje i nie dociśnie, to nie wyrocznie, żeby ślepo ufać). Operuje wyłącznie na wartościach skalarnych, gdy prędkość, pęd, siły są wartościami wektorowymi, mają nie tylko wartość ale i kierunek, zwrot.

Bot sobie swobodnie sumuje prędkości/pędy pionowe z poziomymi i twierdzi, że obie składowe jednakowo się rozpraszają w momencie upadku.

Twój zwrot, który wcześniej cytowałem, wydaje się dokładnie tym samym - mocnym uproszczeniem sprawy. Aczkolwiek nie jestem w tej dziecinie na tyle biegły, aby podjąć dyskusję. Za to znam osobę, która jest. Temat mnie zainteresował, więc może się uda poszerzyć swoją wiedzę w tym zakresie.

W dniu 31.07.2025 o 16:40, Bono_UG napisał(a):

Jednak jeżeli rozmawiamy o prawie, o sensowności jego wprowadzania bądź nie, to wypadałoby jednak opierać się na tych statystykach i faktach, a nie na osobistych emocjach.

 

Pisałem już, że skoro są kraje z nakazem, są kraje bez nakazu, to jest podstawa do analizy jak to wygląda u innych, co się zmieniło po wprowadzeniu nakazu. Czy to faktycznie przynosi dobre rezultaty, czy tylko pozorne, długofalowo, czy chwilowo. Do tego analiza ile jest wypadków danego typu, ile urazów głowy i jak ciężkich, szacunki na ile kaski i jakie by pomogły. Na koniec zważenie ile z tego będzie korzyści, a jakie będzie trzeba ponieść koszty.

To jest kultura i porządek prawny, tak działają cywilizowane kraje. Biegunka legislacyjna, bo media nagłośniły kilka spraw, to jest przeciwieństwo tego, robienie bałaganu dla korzyści politycznych, bo trzeźwego myślenia i faktycznej troski o bezpieczeństwo w tym nie ma.

 

Ja wolę się wzorować na krajach o wyższej kulturze na drogach, takich jak Niemcy, Holandia, Dania, gdzie działa się systemowo, a nie na łapu capu. Warto czerpać wiedzę i kulturę od najlepszych, przyjrzeć się dlaczego nie wprowadzają takiego obowiązku, dlaczego przeciętny rowerzysta nie rozważa zakładania.

Jeśli nie ma statystyk i faktów na tyle precyzyjnych, żeby je odnieść do konkretnej sytuacji, a w tym przypadku ciężko o takie (choćby wypadki rowerowe i ich konsekwencje kask vs brak kasku), na czym się chcesz opierać? Dajesz przykłady innych krajów, często choćby wymieniając Danię, która jest - pod względem bezpieczeństwa i kultury poruszania się po drogach - w europejskiej czołówce. Polska, no cóż, znajduje się raczej w ogonie. W takich krajach bardziej liberalne przepisy w tym zakresie, przy równocześnie większej i lepiej przemyślanej infrastrukturze, są zrozumiałe. I tak jak pisałem, nadal wyolbrzymiasz pisząc o legislacyjnej biegunce, dla mnie sprawa jest prosta i nie wprowadza żadnego zamieszania ani bałaganu. Pozwól też, że każdy sam we własnym zakresie określi ile w tym jest "troski", a ile polityki.

 

Ode mnie tyle, bo już mocno się zapętliliśmy. Wszystko co miałem do powiedzenia na ten temat, już powiedziałem, od pewnego czasu okrutnie się powtarzam. Na co nie mam ani czasu, ani ochoty. I myślę, że Ty też nie. 

W dniu 5.08.2025 o 09:01, ernorator napisał(a):

Kurde, jak to Tobie napisałem to zacząłem myśleć (niepotrzebnie) i wymyśliłem tak, że się zapisałem.

 

Czego się nauczyłem:

1. gravel w górach nie ma nic wspólnego z gravelem gdzie indziej

2. nie lubię zjazdów szosą, nienawidzę zjazdów gravelowych

3. górskie podjazdy singlem na gravelu bolą x10 (Jagniątków)

4. pancerne Tufo Thundero HD 48 poddały się 4 razy. Zabranie 150ml mleka było dobrym posunięciem

Widać zacząłeś myśleć "potrzebnie", jeśli ostatecznie cieszysz się, że pojechałeś. ;) Choćby po to, aby już tego więcej nie robić. :E

 

1. Zgadzam się w całej rozciągłości. Oczywiście mówimy tutaj o konkretnych górach. Wspominałem już o tym w swojej relacji z Gravel Adventure, które tak naprawdę lepiej byłoby jechać lekkim hardtailem MTB niż gravelem. Ten stworzony jest do umiarkowanego terenu, a omawiane zawody na takim terenie się zwyczajnie nie odbywają. 

2. Ja też nie jestem fanem, nie jestem też przeciwnikiem. Ot, kwestia neutralna. Za to tak jak mnie w tych Izerach wytelepało na gravelu, to nigdy nie zapomnę.

4. Nie wiem czy jest jakaś opona, która by się nie poddała. Jak zwykle, kwestia szczęścia czy tam pecha. Wszystkie zawody MTB zrobiłem na fabrycznej dętce, przy czym ciśnienie w oponach mam trochę większe niż zaleca się na dany profil trasy. Jak do tej pory kapcia nie złapałem. 

 

To co udało Ci się przejechać, to i tak jest imponujący wynik. Dlatego też swój wzrok będę teraz kierować na zawody nie odbywające się w górach. Uwielbiam podjazdy, długie stromizny gdzie walczysz sam ze sobą wpatrzony w ziemię. Nie na tyle jednak, aby doprowadzać się aż tak na skraj wytrzymałości psychicznej i fizycznej. Zresztą tej drugiej, do ultra, zwyczajnie nie mam zbudowanej. W sobotę 165 km po pętli Wrocław-Wrocław, zobaczymy na czym obecnie stoję. Zastanawiam się jeszcze nad Szutrozą w lubuskim, bo jest tam fajna, szybka trasa 94km.

W dniu 5.08.2025 o 16:07, jagular napisał(a):

No, myślę że zachowali się elegancko. Przy okazji obejrzałem sobie na żywo Madone gen 8...ale toto jest wychudzone, delikatne! Wygląda jakby gen 7 się naoglądało Tiktoka i zachorowało na anoreksję. 2 lata temu płaski grubas był łareło. Nagle rok temu grubas schudł, stał się patyczakiem i dalej jest łareło? Producenci gonią własny ogon w wymyślaniu nowych modeli.

Wynik obecnej mody na rowery do wszystkiego. ;) Coraz więcej grup zawodowych rezygnuje z podziału na rower "w góry" i "aero", łącząc oba w jednej maszynie. A to również z myślą o nich projektuje się kolejne ramy, czasem nawet w kooperacji. 

Edytowane przez Vulc
Opublikowano (edytowane)
2 godziny temu, Vulc napisał(a):

Twój zwrot, który wcześniej cytowałem, wydaje się dokładnie tym samym - mocnym uproszczeniem sprawy.

W pierwszym, pierwszym owszem, ale w kolejnych wypowiedziach kilkukrotnie rozpisywałem w czym rzecz.

2 godziny temu, Vulc napisał(a):

Jeśli nie ma statystyk i faktów na tyle precyzyjnych, żeby je odnieść do konkretnej sytuacji, a w tym przypadku ciężko o takie (choćby wypadki rowerowe i ich konsekwencje kask vs brak kasku), na czym się chcesz opierać?

Są, tylko trzeba trochę czasu poświęcić na ich odgrzebanie. Ustawodawca, eksperci mają łatwiejszy dostęp, bo wiedzą czego i gdzie szukać, a w ostateczności mogą po prostu sięgnąć do źródeł (np. u nas rozesłać pytanie do szpitali/NFZ o liczbę takich a takich urazów).

Ogólnodostępne najgłośniejsze to nakaz wprowadzony w Australii. Efekt był odwrotny od zamierzonego, czyli spadek bezpieczeństwa z różnych względów (mocno upraszczając, między innymi spadła liczba przygodnych rowerzystów, którzy podejmują mniejsze ryzyko, zostali ci bardziej ryzykujący, którym wypadki częściej się zdarzają). Oczywiście dużo tutaj rozdmuchania przez organizacje rowerowe ale sedna sprawy nie zmienia - było gorzej.

2 godziny temu, Vulc napisał(a):

Dajesz przykłady innych krajów, często choćby wymieniając Danię, która jest - pod względem bezpieczeństwa i kultury poruszania się po drogach - w europejskiej czołówce. Polska, no cóż, znajduje się raczej w ogonie. W takich krajach bardziej liberalne przepisy w tym zakresie, przy równocześnie większej i lepiej przemyślanej infrastrukturze, są zrozumiałe. I tak jak pisałem, nadal wyolbrzymiasz pisząc o legislacyjnej biegunce, dla mnie sprawa jest prosta i nie wprowadza żadnego zamieszania ani bałaganu.

I czy nie powinniśmy iść tą samą drogą co Dania? Poprawiać infrastrukturę drogową, podnosić kulturę na drogach?

To są metody do zwiększenia bezpieczeństwa, zmniejszenia liczby wypadków, a nie obowiązek kasków, które kompletnie nic nie zmienią w zachowaniu ludzi popierniczających na elektrycznych zabawkach.

Żeby eliminować przyczyny wypadków na elektrykach mamy już odpowiednie prawo, wystarczy je egzekwować, żeby wypadków było mniej. Kolejny nieegzekwowany obowiązek kompletnie nic nie wnosi - to jest między innymi ten bałagan. Skwituję to komiksem o standardach, bo efekt będzie ten sam: xkcd.com/927/

Edytowane przez Bono_UG
Opublikowano

Szukam nowych kół do mojej szosy, patrzę - Campagnolo Zonda w promo za tysiaka w Centrum Rowerowym. Myślę: biorę! Wchodzę w specyfikację, a tam… tylko pod tarczówki. No to szukam wersji na szczęki i co? Prawie 800 zł drożej. Serio?! Mam płacić ekstra za te same koła tylko dlatego, że mam inny system hamowania? Przecież to absurd! :D 

Opublikowano (edytowane)
W dniu 7.08.2025 o 14:48, Bono_UG napisał(a):

I czy nie powinniśmy iść tą samą drogą co Dania? Poprawiać infrastrukturę drogową, podnosić kulturę na drogach?

To są metody do zwiększenia bezpieczeństwa, zmniejszenia liczby wypadków, a nie obowiązek kasków, które kompletnie nic nie zmienią w zachowaniu ludzi popierniczających na elektrycznych zabawkach.

 

Żeby eliminować przyczyny wypadków na elektrykach mamy już odpowiednie prawo, wystarczy je egzekwować, żeby wypadków było mniej. Kolejny nieegzekwowany obowiązek kompletnie nic nie wnosi - to jest między innymi ten bałagan.

I to się cały czas dzieje, tam gdzie jest to możliwe. Równocześnie jest mnóstwo miejsc gdzie - z powodu takiej a nie innej infrastruktury - zmiany są mocno utrudnione. Lub zwyczajnie nie ma chęci ich wprowadzania. Czego efekty widzę choćby w swoim mieście, gdzie ścieżki rowerowe to dramat, zostały oddane tylko po to aby zrealizować target unijnych dotacji (krótkie, nie połączone ze sobą odcinki). Podnoszenie kultury drogowej? No cóż, powodzenia w kraju ludzi wiecznie na coś wkurzonych. Oczywiście można i trzeba to robić, ale jak już wspominałem, jedno drugiego nie wyklucza.

 

Jest mnóstwo przepisów, których egzekwowanie jest trudne lub wręcz niemożliwe. I ponownie, kompletnie nie zgadzam się, że akurat ten obowiązek nic nie wniesie - wieść pójdzie w świat, choćby poprzez medialną szopkę, informowanie klientów w sklepach, że kask jest już obowiązkowym wyposażeniem. Nie widzę tutaj żadnego bałaganu, niezależnie od tego ile jeszcze razy będziesz to negować.

 

 

W dniu 12.08.2025 o 15:34, michaelius33 napisał(a):

tydzień temu udało mi się zrobić 66km do Czerska i z powrotem. Myślałem, że zdechnę ale po dwóch dniach już mnie prawie nic nie bolało :E Pogoda strasznie syfna  ostatnio i mi mocno częstotliwość wyjazdów spadła.

Ja dziś też 66km w pełnym słońcu, nic przyjemnego. Miałem fajny odcinek leśny, który mógł mnie ochronić przed słońcem, ale okazało się, że tak jak kiedyś był pewnie świetną, szutrową, leśną drogą, teraz to rozjeżdżone przez jakieś terenowe samochody, piaskowe grzęzawisko. Nie unikam trudniejszego terenu, ale po 500 metrach zwyczajnie zawróciłem, nie dało się jechać.

 

Mój pierwszy maraton za mną. No, może taki mini maraton, patrząc na tych kosmitów co robią od strzała 500 km. 170 km po względnie płaskim terenie, ponad 7h na rowerze w 30-stopniowym upale, ze średnią ponad 24km/h. Mówiąc krótko, wyjechałem się doszczętnie, ale jestem też mega zadowolony. Nawykły głównie do krótszych, dynamiczniejszych zawodów, cieszę się, że udało mi się nie podpalać, trzymać swoje tempo. Łapiąc się z wolniejszymi grupkami na kilka minut, podczepiając pod mocniejsze na kilka minut, ale konsekwentnie trzymając założoną prędkość i tętno. Chyba tylko to pozwoliło mi przejechać ten dystans w potwornym upale. Trasa bardzo fajna, złożona głównie z dobrej jakości szutrów ze standardowymi łącznikami o różnej nawierzchni. Wynik? Wyższy niż się spodziewałem, top 25 na bodajże 115 startujących na moim dystansie osób. Rower spisał się bez zarzutu, podobnie plecak Uswe. Za to torbę na górną rurę musiałem po zawodach zmodyfikować, bo nie jest to konstrukcja do końca przemyślana (jakieś cudo z Centrum Rowerowego).

Edytowane przez Vulc
  • Like 4

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...