Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Maj, czerwiec i lipiec to kompletna padaka, słonecznych, pięknych dni można było policzyć na palcach, lata w tym roku praktycznie jeszcze nie było, ale to żadne tłumaczenie, dopóki mocno nie pada, to się wsiada na rower i zapierdala. Swoja drogą, może ktoś polecić jakieś dobre świateło na nocne jazdy? Jedyny warunek dla lampionu, to żeby można było to zamontować na uchwycie GoPro, bo chcę to mieć pod Wahoo. 

Edytowane przez DITMD
Opublikowano
W dniu 5.08.2025 o 09:01, ernorator napisał(a):

Bardzo się cieszę, że tam pojechałem. 

I to najważniejsze :thumbup:
Trasa ciężka, z przygodami ale potem najlepiej się wspomina właśnie te najcięższe.

W dniu 5.08.2025 o 09:01, ernorator napisał(a):

pancerne Tufo Thundero HD 48 poddały się 4 razy

To może dobrze, że nie udało mi się ich wcisnąć na koła.

W dniu 5.08.2025 o 14:45, babayaga napisał(a):

Między innymi za takie coś człowiek dopłaca więcej, biorąc rower dobrej marki.

Z jednej strony tak, z drugiej jak coś ci się zużyje to płacisz dużo więcej.
Ostatnio musiałem wymienić bębenek w bontragerowym kole bo się zjechał gwint. Nowy oryginał to 480zł (dt350 chodzą po 250zł) - za tyle można w zasadzie nową dobrą piastę kupić. Mi się udało dostać używkę w przyzwoitym stanie za 150.

Gdybym się nie przymierzał do wymiany kół (stare zostaną pewnie na zimę), to bym pewnie po prostu wymienił piastę.

Opublikowano (edytowane)
W dniu 31.07.2025 o 16:40, Bono_UG napisał(a):

No to krótko - jakim cudem bez tego nakazu prawnego, odsetek ludzi jeżdżących w kaskach przez ostatnie 10 lat u nas wzrósł?
Jeżeli to nie jest efekt edukacji, to czego?

A czy pisałem gdzieś, że edukacja nie działa w ogóle? Działa, ale można cały proces dodatkowo przyśpieszyć. 

W dniu 31.07.2025 o 16:40, Bono_UG napisał(a):

Oczywiście że tak, bo pisze bzdury przez mocne uproszczenie sprawy (jak przy większości pytań jak się nie doprecyzuje i nie dociśnie, to nie wyrocznie, żeby ślepo ufać). Operuje wyłącznie na wartościach skalarnych, gdy prędkość, pęd, siły są wartościami wektorowymi, mają nie tylko wartość ale i kierunek, zwrot.

Bot sobie swobodnie sumuje prędkości/pędy pionowe z poziomymi i twierdzi, że obie składowe jednakowo się rozpraszają w momencie upadku.

Twój zwrot, który wcześniej cytowałem, wydaje się dokładnie tym samym - mocnym uproszczeniem sprawy. Aczkolwiek nie jestem w tej dziecinie na tyle biegły, aby podjąć dyskusję. Za to znam osobę, która jest. Temat mnie zainteresował, więc może się uda poszerzyć swoją wiedzę w tym zakresie.

W dniu 31.07.2025 o 16:40, Bono_UG napisał(a):

Jednak jeżeli rozmawiamy o prawie, o sensowności jego wprowadzania bądź nie, to wypadałoby jednak opierać się na tych statystykach i faktach, a nie na osobistych emocjach.

 

Pisałem już, że skoro są kraje z nakazem, są kraje bez nakazu, to jest podstawa do analizy jak to wygląda u innych, co się zmieniło po wprowadzeniu nakazu. Czy to faktycznie przynosi dobre rezultaty, czy tylko pozorne, długofalowo, czy chwilowo. Do tego analiza ile jest wypadków danego typu, ile urazów głowy i jak ciężkich, szacunki na ile kaski i jakie by pomogły. Na koniec zważenie ile z tego będzie korzyści, a jakie będzie trzeba ponieść koszty.

To jest kultura i porządek prawny, tak działają cywilizowane kraje. Biegunka legislacyjna, bo media nagłośniły kilka spraw, to jest przeciwieństwo tego, robienie bałaganu dla korzyści politycznych, bo trzeźwego myślenia i faktycznej troski o bezpieczeństwo w tym nie ma.

 

Ja wolę się wzorować na krajach o wyższej kulturze na drogach, takich jak Niemcy, Holandia, Dania, gdzie działa się systemowo, a nie na łapu capu. Warto czerpać wiedzę i kulturę od najlepszych, przyjrzeć się dlaczego nie wprowadzają takiego obowiązku, dlaczego przeciętny rowerzysta nie rozważa zakładania.

Jeśli nie ma statystyk i faktów na tyle precyzyjnych, żeby je odnieść do konkretnej sytuacji, a w tym przypadku ciężko o takie (choćby wypadki rowerowe i ich konsekwencje kask vs brak kasku), na czym się chcesz opierać? Dajesz przykłady innych krajów, często choćby wymieniając Danię, która jest - pod względem bezpieczeństwa i kultury poruszania się po drogach - w europejskiej czołówce. Polska, no cóż, znajduje się raczej w ogonie. W takich krajach bardziej liberalne przepisy w tym zakresie, przy równocześnie większej i lepiej przemyślanej infrastrukturze, są zrozumiałe. I tak jak pisałem, nadal wyolbrzymiasz pisząc o legislacyjnej biegunce, dla mnie sprawa jest prosta i nie wprowadza żadnego zamieszania ani bałaganu. Pozwól też, że każdy sam we własnym zakresie określi ile w tym jest "troski", a ile polityki.

 

Ode mnie tyle, bo już mocno się zapętliliśmy. Wszystko co miałem do powiedzenia na ten temat, już powiedziałem, od pewnego czasu okrutnie się powtarzam. Na co nie mam ani czasu, ani ochoty. I myślę, że Ty też nie. 

W dniu 5.08.2025 o 09:01, ernorator napisał(a):

Kurde, jak to Tobie napisałem to zacząłem myśleć (niepotrzebnie) i wymyśliłem tak, że się zapisałem.

 

Czego się nauczyłem:

1. gravel w górach nie ma nic wspólnego z gravelem gdzie indziej

2. nie lubię zjazdów szosą, nienawidzę zjazdów gravelowych

3. górskie podjazdy singlem na gravelu bolą x10 (Jagniątków)

4. pancerne Tufo Thundero HD 48 poddały się 4 razy. Zabranie 150ml mleka było dobrym posunięciem

Widać zacząłeś myśleć "potrzebnie", jeśli ostatecznie cieszysz się, że pojechałeś. ;) Choćby po to, aby już tego więcej nie robić. :E

 

1. Zgadzam się w całej rozciągłości. Oczywiście mówimy tutaj o konkretnych górach. Wspominałem już o tym w swojej relacji z Gravel Adventure, które tak naprawdę lepiej byłoby jechać lekkim hardtailem MTB niż gravelem. Ten stworzony jest do umiarkowanego terenu, a omawiane zawody na takim terenie się zwyczajnie nie odbywają. 

2. Ja też nie jestem fanem, nie jestem też przeciwnikiem. Ot, kwestia neutralna. Za to tak jak mnie w tych Izerach wytelepało na gravelu, to nigdy nie zapomnę.

4. Nie wiem czy jest jakaś opona, która by się nie poddała. Jak zwykle, kwestia szczęścia czy tam pecha. Wszystkie zawody MTB zrobiłem na fabrycznej dętce, przy czym ciśnienie w oponach mam trochę większe niż zaleca się na dany profil trasy. Jak do tej pory kapcia nie złapałem. 

 

To co udało Ci się przejechać, to i tak jest imponujący wynik. Dlatego też swój wzrok będę teraz kierować na zawody nie odbywające się w górach. Uwielbiam podjazdy, długie stromizny gdzie walczysz sam ze sobą wpatrzony w ziemię. Nie na tyle jednak, aby doprowadzać się aż tak na skraj wytrzymałości psychicznej i fizycznej. Zresztą tej drugiej, do ultra, zwyczajnie nie mam zbudowanej. W sobotę 165 km po pętli Wrocław-Wrocław, zobaczymy na czym obecnie stoję. Zastanawiam się jeszcze nad Szutrozą w lubuskim, bo jest tam fajna, szybka trasa 94km.

W dniu 5.08.2025 o 16:07, jagular napisał(a):

No, myślę że zachowali się elegancko. Przy okazji obejrzałem sobie na żywo Madone gen 8...ale toto jest wychudzone, delikatne! Wygląda jakby gen 7 się naoglądało Tiktoka i zachorowało na anoreksję. 2 lata temu płaski grubas był łareło. Nagle rok temu grubas schudł, stał się patyczakiem i dalej jest łareło? Producenci gonią własny ogon w wymyślaniu nowych modeli.

Wynik obecnej mody na rowery do wszystkiego. ;) Coraz więcej grup zawodowych rezygnuje z podziału na rower "w góry" i "aero", łącząc oba w jednej maszynie. A to również z myślą o nich projektuje się kolejne ramy, czasem nawet w kooperacji. 

Edytowane przez Vulc
Opublikowano (edytowane)
2 godziny temu, Vulc napisał(a):

Twój zwrot, który wcześniej cytowałem, wydaje się dokładnie tym samym - mocnym uproszczeniem sprawy.

W pierwszym, pierwszym owszem, ale w kolejnych wypowiedziach kilkukrotnie rozpisywałem w czym rzecz.

2 godziny temu, Vulc napisał(a):

Jeśli nie ma statystyk i faktów na tyle precyzyjnych, żeby je odnieść do konkretnej sytuacji, a w tym przypadku ciężko o takie (choćby wypadki rowerowe i ich konsekwencje kask vs brak kasku), na czym się chcesz opierać?

Są, tylko trzeba trochę czasu poświęcić na ich odgrzebanie. Ustawodawca, eksperci mają łatwiejszy dostęp, bo wiedzą czego i gdzie szukać, a w ostateczności mogą po prostu sięgnąć do źródeł (np. u nas rozesłać pytanie do szpitali/NFZ o liczbę takich a takich urazów).

Ogólnodostępne najgłośniejsze to nakaz wprowadzony w Australii. Efekt był odwrotny od zamierzonego, czyli spadek bezpieczeństwa z różnych względów (mocno upraszczając, między innymi spadła liczba przygodnych rowerzystów, którzy podejmują mniejsze ryzyko, zostali ci bardziej ryzykujący, którym wypadki częściej się zdarzają). Oczywiście dużo tutaj rozdmuchania przez organizacje rowerowe ale sedna sprawy nie zmienia - było gorzej.

2 godziny temu, Vulc napisał(a):

Dajesz przykłady innych krajów, często choćby wymieniając Danię, która jest - pod względem bezpieczeństwa i kultury poruszania się po drogach - w europejskiej czołówce. Polska, no cóż, znajduje się raczej w ogonie. W takich krajach bardziej liberalne przepisy w tym zakresie, przy równocześnie większej i lepiej przemyślanej infrastrukturze, są zrozumiałe. I tak jak pisałem, nadal wyolbrzymiasz pisząc o legislacyjnej biegunce, dla mnie sprawa jest prosta i nie wprowadza żadnego zamieszania ani bałaganu.

I czy nie powinniśmy iść tą samą drogą co Dania? Poprawiać infrastrukturę drogową, podnosić kulturę na drogach?

To są metody do zwiększenia bezpieczeństwa, zmniejszenia liczby wypadków, a nie obowiązek kasków, które kompletnie nic nie zmienią w zachowaniu ludzi popierniczających na elektrycznych zabawkach.

Żeby eliminować przyczyny wypadków na elektrykach mamy już odpowiednie prawo, wystarczy je egzekwować, żeby wypadków było mniej. Kolejny nieegzekwowany obowiązek kompletnie nic nie wnosi - to jest między innymi ten bałagan. Skwituję to komiksem o standardach, bo efekt będzie ten sam: xkcd.com/927/

Edytowane przez Bono_UG
Opublikowano

Szukam nowych kół do mojej szosy, patrzę - Campagnolo Zonda w promo za tysiaka w Centrum Rowerowym. Myślę: biorę! Wchodzę w specyfikację, a tam… tylko pod tarczówki. No to szukam wersji na szczęki i co? Prawie 800 zł drożej. Serio?! Mam płacić ekstra za te same koła tylko dlatego, że mam inny system hamowania? Przecież to absurd! :D 

Opublikowano (edytowane)
W dniu 7.08.2025 o 14:48, Bono_UG napisał(a):

I czy nie powinniśmy iść tą samą drogą co Dania? Poprawiać infrastrukturę drogową, podnosić kulturę na drogach?

To są metody do zwiększenia bezpieczeństwa, zmniejszenia liczby wypadków, a nie obowiązek kasków, które kompletnie nic nie zmienią w zachowaniu ludzi popierniczających na elektrycznych zabawkach.

 

Żeby eliminować przyczyny wypadków na elektrykach mamy już odpowiednie prawo, wystarczy je egzekwować, żeby wypadków było mniej. Kolejny nieegzekwowany obowiązek kompletnie nic nie wnosi - to jest między innymi ten bałagan.

I to się cały czas dzieje, tam gdzie jest to możliwe. Równocześnie jest mnóstwo miejsc gdzie - z powodu takiej a nie innej infrastruktury - zmiany są mocno utrudnione. Lub zwyczajnie nie ma chęci ich wprowadzania. Czego efekty widzę choćby w swoim mieście, gdzie ścieżki rowerowe to dramat, zostały oddane tylko po to aby zrealizować target unijnych dotacji (krótkie, nie połączone ze sobą odcinki). Podnoszenie kultury drogowej? No cóż, powodzenia w kraju ludzi wiecznie na coś wkurzonych. Oczywiście można i trzeba to robić, ale jak już wspominałem, jedno drugiego nie wyklucza.

 

Jest mnóstwo przepisów, których egzekwowanie jest trudne lub wręcz niemożliwe. I ponownie, kompletnie nie zgadzam się, że akurat ten obowiązek nic nie wniesie - wieść pójdzie w świat, choćby poprzez medialną szopkę, informowanie klientów w sklepach, że kask jest już obowiązkowym wyposażeniem. Nie widzę tutaj żadnego bałaganu, niezależnie od tego ile jeszcze razy będziesz to negować.

 

 

W dniu 12.08.2025 o 15:34, michaelius33 napisał(a):

tydzień temu udało mi się zrobić 66km do Czerska i z powrotem. Myślałem, że zdechnę ale po dwóch dniach już mnie prawie nic nie bolało :E Pogoda strasznie syfna  ostatnio i mi mocno częstotliwość wyjazdów spadła.

Ja dziś też 66km w pełnym słońcu, nic przyjemnego. Miałem fajny odcinek leśny, który mógł mnie ochronić przed słońcem, ale okazało się, że tak jak kiedyś był pewnie świetną, szutrową, leśną drogą, teraz to rozjeżdżone przez jakieś terenowe samochody, piaskowe grzęzawisko. Nie unikam trudniejszego terenu, ale po 500 metrach zwyczajnie zawróciłem, nie dało się jechać.

 

Mój pierwszy maraton za mną. No, może taki mini maraton, patrząc na tych kosmitów co robią od strzała 500 km. 170 km po względnie płaskim terenie, ponad 7h na rowerze w 30-stopniowym upale, ze średnią ponad 24km/h. Mówiąc krótko, wyjechałem się doszczętnie, ale jestem też mega zadowolony. Nawykły głównie do krótszych, dynamiczniejszych zawodów, cieszę się, że udało mi się nie podpalać, trzymać swoje tempo. Łapiąc się z wolniejszymi grupkami na kilka minut, podczepiając pod mocniejsze na kilka minut, ale konsekwentnie trzymając założoną prędkość i tętno. Chyba tylko to pozwoliło mi przejechać ten dystans w potwornym upale. Trasa bardzo fajna, złożona głównie z dobrej jakości szutrów ze standardowymi łącznikami o różnej nawierzchni. Wynik? Wyższy niż się spodziewałem, top 25 na bodajże 115 startujących na moim dystansie osób. Rower spisał się bez zarzutu, podobnie plecak Uswe. Za to torbę na górną rurę musiałem po zawodach zmodyfikować, bo nie jest to konstrukcja do końca przemyślana (jakieś cudo z Centrum Rowerowego).

Edytowane przez Vulc
  • Like 4
Opublikowano

Może ktoś doradzić w jaką markę/model górala iść, tak żeby nie zabiło mnie to kwotowo ale żeby się też nie rozpadł na pierwszej lepszej górce.

Rower dla chłopaka 15 lat  175 -180 wzrostu (L, 29") budżet tak 2-3 tyś. Oglądałem jakieś z Decathlonu ale co coś wpadło w oko to dużo opinii, że siadają piasty, a koła biją od nowości.

Wymagań jakiś wygórowanych nie ma ale hamulce tarczowe hydrauliczne to raczej taka podstawa.

Będę wdzięczny za jakieś sprawdzone propozycje. 

  

Opublikowano (edytowane)

@Norrberrto Nie ma tu reguły nawet firmowy topowy rower za 20-30k+ może mieć jakieś defekty fabryczne, coś może być niedokładnie nasmarowane, poskręcane, jakiś wadliwy element się trafi i mogą wyjść z tego problemy.

 

Chcesz najmniej problemów to kup rower nie w markecie, a jakimś dobrym sklepie rowerowym co ma dobry serwis i opinie. Oni ci rower złożą i sprawdzą przed wydaniem, następnie po ~50-200km przejechanych jak się rower ułoży jedziesz do nich i wszystko sprawdzają drugi raz i jak coś wyjdzie poprawiają.

 

 

 

:E 

 

 

Edytowane przez lukadd
  • Thanks 1
Opublikowano

Ile ludzi, tyle opinii. Znam kilka osób zasuwających na modelach z Deca i generalnie nie narzekają. Jak wyżej, unikać marketów, każda większa marka ma podstawowe modele w tym budżecie - Kross Hexagon, Merida Big Nine, etc. Można tez spojrzeć na OLX i ofertę rowerów używanych w pobliżu miejsca zamieszkania. Jeśli to duże miasto, będzie w czym wybierać.

  • Thanks 1
Opublikowano (edytowane)
8 godzin temu, lukadd napisał(a):

Chcesz najmniej problemów to kup rower nie w markecie, a jakimś dobrym sklepie rowerowym co ma dobry serwis i opinie.

XD   

 

Porównujesz Decathlona do rowerów z marketu typu Auchan, Carrefour? W Decu masz bezproblemową gwarę i obsługę posprzedażową, możesz bez problemu zwrócić nawet lekko używany rower jeśli Ci nie podejdzie, mają sporo fajnych modeli w takim budżecie, głównie Rockridery jeśli o MTB chodzi. 

 

Jest jeszcze Romet Mustang M8 do wyrwania za 3000-3300, https://romet.pl/rower-gorski-romet-mustang-m8-5222.html masz tam świetny napęd Deore, nie najgorsze heble chociaż tarcze do bani ale to najmniejszy problem, sztywne osie i podstawowy, powietrzny amor oraz korbę na zewnętrznych łożyskach. Nie znajdziesz na tę chwilę NIC lepszego na rynku :) 

Edytowane przez Katystopej
  • Thanks 1
Opublikowano
16 godzin temu, Norrberrto napisał(a):

Może ktoś doradzić w jaką markę/model górala iść, tak żeby nie zabiło mnie to kwotowo ale żeby się też nie rozpadł na pierwszej lepszej górce.

Rower dla chłopaka 15 lat  175 -180 wzrostu (L, 29") budżet tak 2-3 tyś. Oglądałem jakieś z Decathlonu ale co coś wpadło w oko to dużo opinii, że siadają piasty, a koła biją od nowości.

Wymagań jakiś wygórowanych nie ma ale hamulce tarczowe hydrauliczne to raczej taka podstawa.

Będę wdzięczny za jakieś sprawdzone propozycje. 

  

Znajdz przedstyawiciela Orbea ONNA lub MX spokojnie powinienes znaleźć do ok 3000zł. Sam latam już 3 lata około 10000Km mam zrobnione bez problemu MX30 waże troche ponad 100KG .image.thumb.png.5088858dfc03680b7bc603b971e70ea6.png.

  • Thanks 1
Opublikowano

Ale bałagan: https://www.centrumrowerowe.pl/blog/kto-ma-pierwszenstwo-na-sciezce-rowerowej/

I z bandyckiej Interii od zawsze faworyzującej bandytów: https://motoryzacja.interia.pl/polski-kierowca/news-czy-rowerzysta-ma-zawsze-pierwszenstwo-na-przejezdzie-dla-ro,nId,7592419

Jak widać są problemy ze znakiem A-7, a nawet pipipi w togach uważają że art. 27 1a. nie obowiązuje (nie zauważył, że samochód jedzie szybciej więc musiał wyprzedzić rowerzystę).

 

To co jest PEWNE:

"Art 27 1.  Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerów, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność"

"§47 ust. 4 Rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych stanowi:

Kierujący pojazdem zbliżający się do miejsca oznaczonego znakiem D-6, D-6a albo D-6b jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszych lub rowerzystów znajdujących się w tych miejscach lub na nie wchodzących lub wjeżdżających".

Podsumowując rowerzysta ma pierwszeństwo na przejeździe zawsze, bo kierowca który zachowa szczególną ostrożność i zmniejszy prędkość by nie narazić to nie narazi. Przypominam o A-7, bo wszystkie ścieżki są na drogach z pierwszeństwem. Oczywiście to teoria, ba nawet pipipi w togach kłamią, a policjanci wlepiają mandat pieszemu na zielonym gdy kierowca ma czerwone. Co ciekawe nie przeszkadza im parkowanie na pasach i ścieżce.

 

BTW. dowiedziałem się, że przerzutki w rowerach to ściema z powodu krzyżowania łańcucha, w efekcie niemal wszystkie są bezużyteczne (małe na duże to szybkość ślimaka, a duże na małe to ogromny wysiłek).

Opublikowano

Ok, czy ktoś w twoim otoczeniu już sugerował, że powinieneś udać się do specjalisty? Takie wylewanie frustracji może i przynosi chwilowe poczucie spełnienia, ale to jest tymczasowe. Poza tym, nikt tu ci żadnej krzywdy nie zrobił, nikt nie jest ci niczego winien, więc dlaczego miałby czytać te posty? Nie czuj się wyjątkowy, jak sam nie zajmiesz się swoim zdrowiem, to żadna królewna z internetu cię nie uratuje.

Opublikowano (edytowane)

Alpy, Alpy i po Alpach. Zapraszam na krótką relację.

 

Lombardia. Obok Południowego Tyrolu, stolica włoskiego kolarstwa. Region słynący ze spektakularnych widoków i nie mniej spektakularnych podjazdów. Mekka nie tylko rowerzystów, ale i motocyklistów, którzy wspólnie - dziesiątkami, setkami, tysiącami - codziennie przemierzają alpejskie przełęcze. My zainstalowaliśmy się w Bormio, mieście będącym bramą do legendarnych wspinaczek, które jak do tej pory mogłem śledzić tylko na ekranie TV. Długo można chwalić sam region i jego walory, ale pomijając dwa dni na zwiedzanie z partnerką, moim celem były właśnie słynne podjazdy. 

 

Dojazd do Bormio zajął nam dwa dni (1 nocleg), ponieważ nawet dla dwóch kierowców, 13-14h za kółkiem to jednak trochę za dużo. Zwłaszcza że sporo odcinków obfituje w ograniczenia prędkości do 30-40 km/h. Nie jest to jednak problemem, bo dzięki temu dłużej można podziwiać fantastyczne, górskie krajobrazy. A tych na trasie, wiodącej przez Niemcy, Austrię i Włochy, z pewnością nie brakuje. Można też zahaczyć o Szwajcarię, ale ze względu na opłaty drogowe, postanowiliśmy trzymać się włoskiej strony. Gdyby ktoś się wybierał, asfalty są znakomite a trasa niespecjalnie skomplikowana, mimo licznych remontów. Udało się nam dotrzeć koło godziny 17.00, więc po zameldowaniu w hotelu pozostało już niewiele czasu. Zrobiłem krótką jazdę "aklimatyzacyjną", pizza na kolację (a jakże) i do spania.

 

Dzień pierwszy. Stelvio Pass od Bormio. Początek z grubej rury, nie mogło być inaczej. Podjazd pod słynną przełęcz Stelvio, od tzw. "łatwiejszej" strony, co w tym regionie oznacza ponad 20-kilometrową wspinaczkę ze średnią 7.4%. Przy czym średnie te są w Alpach niezwykle mylące, bo mniej strome fragmenty są błyskawicznie korygowane przez fragmenty 10-procentowe, które w połączeniu z wysokością przekraczającą 2000 metrów, czynią całość niezwykle wymagającą. Przede wszystkim jednak długość podjazdu, niekończące się serpentyny i proste, ścianki 12%, to człowieka nienawykłego do takich warunków potrafi przytłoczyć. Na szczęście budzi to też ogromną pokorę. Tutaj, prócz nielicznych "prosów", nikt się nie napala, nie ciśnie. Respekt do wyzwania widać u każdego, nawet osób wspinających się na elektrykach. Wyprzedzanie lub bycie wyprzedzanym, to jak "starcie" dwóch tirów na autostradzie, gdzie wyprzedzający jedzie ledwie kilka kilometrów szybciej. Czasem dochodzi się osoby, które nas wyprzedziły, czasem jest się doganianym. Każdy w swoim tempie mierzy się z tą górą. Nie byłem gotowy na taki podjazd, nie oszukujmy się. A i tak udało się go ukończyć w relatywnie dobrym czasie, mieszcząc się w 2h15min. Doliczając do tego zjazd, zajmujący nie mniej niż 45 minut, po ponad 3h miałem serdecznie dość roweru na ten dzień. Sam podjazd absolutnie przepiękny. Można go oglądać dziesiątki razy na zdjęciach, a i tak wrażenia "na żywo" to całkiem inny poziom doznań.

 

Spoiler

1.thumb.jpg.9b0b4782fb8dfc96055ac954ee45f2dc.jpg

 

2.thumb.jpg.4ce726f048d8af33bfbdeb17dbb2909b.jpg

 

3.thumb.jpg.91e3d9806fe7bd6ca1080d7d58a49272.jpg

 

4.thumb.jpg.f2cb6dee2a7e6171021cabe4e019d577.jpg

 

4.1.thumb.jpg.ec4d48ad0a6c3f34452766fa4ca497c7.jpg

 

5.thumb.jpg.f84a78b86d719f20d706280baa4eaf30.jpg

 

Dzień drugi. Początkowo planowałem zaatakować Stelvio z drugiej strony, ale podjazd od Bormio dał mi trochę do myślenia. Postanowiłem wybrać więc teoretycznie łatwiejsze wyzwanie, czyli Gavia Pass. Jak się okazuje, łatwiej nie było prawie w ogóle. Głównie ze względu na 4 dodatkowe kilometry, które trzeba pokonać. Ponownie, średnie nachylenie jest mocno mylące i choć faktycznie nie są to takie stromizny, jakich doznałem dzień wcześniej, po dotarciu na szczyt byłem mocno wymęczony. Jest tutaj o wiele mniej serpentyn, stąd na najgorszym, 8-kilometrowym fragmencie, walczy się regularnie ze stałym, 9-10 procentowym nachyleniem, a miejsca 6-7 procentowe pieszczotliwie nazywa "strefą odpoczynku". Wspinaczka na Stelvio dała mi się we znaki, więc ostatecznie przekroczyłem 2h15min, jadąc za to dużo szybciej, bo niemal 12km/h. Widoki ponownie kosmicznie, zwłaszcza potężne wypłaszczenie blisko szczytu z malowniczym jeziorem na czele. 

 

Spoiler

1.thumb.jpg.127f04f60b43d45ede7687f4e0a88497.jpg

 

2.thumb.jpg.eb1d736d3b25cb431b2afe88cb2936aa.jpg

 

3.thumb.jpg.8c1940f9653ee650052ddb7245fc7aa6.jpg

 

4.thumb.jpg.e8801b954a434046aa887fa39ba1037f.jpg

 

5.thumb.jpg.a8211ce300db851cdefaff67e476a043.jpg

 

 

 

Dzień trzeci. Wolny, ze względu na pogorszenie pogody. Postanowiliśmy wjechać na Gavię samochodem. Trasa na górę malownicza, widowiskowa. Mieliśmy zamiar zjechać na drugą stronę, ale Alpy dały o sobie znać. Dosłownie w ciągu 5 minut rozpętało się śnieżne piekło, temperatura z 10 stopni spadła do zera. W ostatnim momencie udało nam się zjechać tą samą drogą.

 

Spoiler

 

 

Dzień czwarty. Wielki finał, wisienka na torcie. Legendarny podjazd na Stelvio od strony Prato - 48 zakrętów, 1850 metrów przewyższenia na niecałych 25 kilometrach. Dobrym pomysłem było zostawienie sobie go na koniec i zrobienie wolnego dnia wcześniej, bo skali trudności tej "drogi rozpaczy" na pewno nigdy nie zapomnę. Niemal 2h46min pod górę, po niekończących się zakrętach. Gdzieś tak od 8 kilometra nachylenie nie spadające poniżej 7%, z ostatnimi 8 kilometrami gdzie nie spada poniżej 8-9%. Nie ma tutaj miejsca na odpoczynek, odetchnięcie, jest tylko wzrok wbity w asfalt i walka z samym sobą. To widać też praktycznie po każdym kto porywa się na ten szczyt - pustka w oczach, widziana nawet przez okulary, wzrok skierowany w dół lub gdzieś w dal, jakby człowiek był w innym miejscu, innym czasie. Podjąłem wyzwanie wspinaczki "od strzała", bez schodzenia z roweru, i... udało się. Na górze byłem wyjechany totalnie, tak godzinę przed szczytem siadł mi żołądek, który jest najwyraźniej moim najsłabszym ogniwem. Dziękowałem też wielokrotnie sam sobie za zrobienie researchu, zmianę przerzutki i kasety na 11-32. Inaczej bym prawdopodobnie tam nie wjechał, zwłaszcza na korbie 52-36. Mogę śmiało powiedzieć, że ten podjazd uwidocznił wszystkie moje ograniczenia i niedociągnięcia, związane z wiekiem, kondycją, sprzętem, taktyką żywieniową. Cieszyłem się, że dzień rozpocząłem od zjazdu z przełęczy do Prato, na start podjazdu. Nie wiem czy dałbym radę zrobić to bezpiecznie w odwrotnej kolejności.

 

Spoiler

1.thumb.jpg.f35f3e9d91ec6416217e65ff1954d1d6.jpg

 

2.thumb.jpg.ddb9f873113702a408afe3d21d54b58c.jpg

 

3.thumb.jpg.c790ab2395009420f34c4667fc725c8f.jpg

 

4.thumb.jpg.a937ee4ae0928b3c747c3ba48f1ba362.jpg

 

 

Na tym zakończył się pobyt w Alpach. Kolejnego dnia już wracaliśmy, choć planowałem wstępnie zrobienie jeszcze jednej przełęczy - Mortirolo Pass, jednego z najcięższych podjazdów we Włoszech i na trasach wielkich tourów. Wymagałoby to jednak przedłużenia pobytu, co z różnych przyczyn nie było możliwe. Zwłaszcza, że i tak musiałem zmieniać raz termin, aby trafić w okienko pogodowe. Nie ma jednak czego żałować, na tym obszarze jest tak dużo przepięknych przełęczy, że miesiąca by zabrakło aby je wszystkie wjechać z obu stron. Od siebie mogę tylko polecić ten region i same wspinaczki. Myślę, że każdy kto interesuje się kolarstwem, śledzi zawody czy nawet sam bierze w nich udział, lub zwyczajnie chciałby się sprawdzić, powinien choć raz w życiu wybrać się na taki trip. Niesamowicie poszerza perspektywę i - co można uczciwie napisać - zapada na zawsze w pamięci. 

 

Ps. W bonusie fotka miejscowej fauny, której nie zobaczycie nigdzie indziej.

 

Spoiler

Krowy. :E

 

IMG_20250902_153321276_HDR.thumb.jpg.264d9a25ba8b4219b3c2c589b354e3ea.jpg

 

 

 

 

Edytowane przez Vulc
  • Like 3
  • Upvote 3
Opublikowano
Spoiler

Ble. Ale sterylne. Kolorowe do porzygu. Nie ma żadnych nowoczesnych efektów wolumetrycznych, nie ma brudu i kurzu. 2/10, bo to wygląda jak gra z PS2.

 

 

A, sorry, zapomniałem, że nie jestem nowoczesnym graczem komentującym screenshoty z gier ;)

 

Kiedy taka fajna, pełna nasyconych barw i czysta grafa wróci do gier? 

W każdym razie - jak ktoś pisze o fotorealizmie w grach to ja mam w głowie fotki jak te z posta wyżej. Piękne, kolorowe, trochę bardziej niż w realu, trochę "pocztówkowe" ale przecież to jest poprawa a nie wada.

 

Jakbym miał takie Alpy w pobliżu to bym pewnie częściej jeździł moim dwupedałem. A tak to w zasadzie głównie w maju, bo okolice wyglądają wtedy super. Wszystkie barwy nasycone, wszystko żywe i cieszące oko. Niby jesień też ludzie chwalą za kolory, ale te uchyjące już liście itp. to już "nie to". 

 

I sorry za lekki offtop. Zobaczyłem przypadkiem te fotki i nie dałem rady się powstrzymać. ;)

Opublikowano

@Vulc, super relacja, gdzieś w tym tekście czuć te Twoje emocje związane z wyjazdem. ;) Zazdroszczę wspomnień na całe życie, sam się z podobną przygodą noszę i myślę, że kiedyś wypali.

Podjeżdżając Stelvio z Prato nie zatrzymywałeś się na zrobienie zdjęć? Czy cykałeś na zjeździe?

  • Thanks 1
Opublikowano (edytowane)

Emocji z pewnością nie brakowało, dla człowieka wychowanego na relacjach z TdF, Giro, Vuelty, dziesiątek klasyków, mistrzostw świata i tak dalej, to jeden z życiowych celów i cieszę się, że udało się w końcu go zrealizować.

 

Fotki od Prato robiłem na podjeździe, po prostu wyjmując telefon i robiąc zdjęcia jedną ręką. Zaczynałem ten dzień od zjazdu, a że wszystko się trochę opóźniło, nie było czasu na zatrzymywanie się pędząc w dół. Fotki z Gavii i Stelvio od Bormio robione głównie na zjeździe już po pokonaniu podjazdów. Choć chyba kilka też jest "z ręki" podczas wspinaczki. 

 

Generalnie wszystkie przełęcze zrobiłem bez postoju, choć najbardziej zależało mi na Stelvio od Prato. Ot, taki mały, prywatny challenge. ;) 

Edytowane przez Vulc
  • Upvote 2
Opublikowano

Chłopaki (i ew. dziewczęta) potrzebuję pomocy (głównie merytorycznej) w doprowadzeniu do używalności mojego starego roweru. Długo się zastanawiałem nad tym czy kupić nowy rower czy też reanimować/modernizować obecny i z uwagi na ogromny sentyment do tego gruza, chciałbym żeby nadal jeździł. Zdaję sobie sprawę z faktu, że nie ma to ekonomicznego sensu no ale odłóżmy to na bok. 

Rower to MBike Renegade 0.5 z 2009 roku składający się z grubsza z następujących części.

Kaseta Shimano CS-HG50-9 (11-32) 9-rz
Łańcuch Shimano CN-HG53
Korby Shimano FC-M542 44/32/22T (175mm)
Przerzutka przód Shimano Deore FD-M531
Przerzutka tył Shimano XT RD-M772
Manetki Shimano Deore SL-M530
Widelec SR Suntour XCR L0 

Ten akurat rower ma niewielki jak na swój wiek przebieg (ok 20 tys. km) i co za tym idzie wymienione powyżej części są w tym wehikule od początku (łańcuch również). Co go boli najbardziej? Kaseta, korba, łańcuch, przerzutka tył (w sensie głównie kółeczek), amortyzator (odkładam go na później). Te zużyte elementy to stare modele, które generalnie nie są dostępne (pomijając chyba łańcuch i przerzutkę tył).

Proszę więc o pomoc w dobraniu pasujących (lecz nie gorszych) części w miejsce zużytych (kaseta, korba, łańcuch, kółeczka przerzutki lub ew. samej przerzutki tył). Rozważam też ewentualnie przejście na 3x10 - w tym przypadku czeka mnie chyba wymiana wszystkiego łącznie z manetkami oraz bębenkiem na kole. Pewne rzeczy jestem w stanie zrobić sam (wymiana kasety, korby, centrowanie koła) ale z niektórymi sobie pewnie nie poradzę (wymiana kółeczek w przerzutce, wymiana łańcucha). Będę bardzo wdzięczny za ewentualne dobre rady.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...